piątek, 20 października
facebook
google

Dwie dekady walki o sprawiedliwość

Jest to historia 16 lat walki o sprawiedliwość Marka Isańskiego, prezesa TFL. Walki pełnej absurdalnych decyzji organów podatkowych, prokuratur i sądów. Na dodatek walki wciąż niezakończonej, gdyż część decyzji fiskusa jest wciąż przedmiotem postępowania przed sądami administracyjnymi. Walki, podczas której Marek Isański trafił na trzy miesiące do aresztu i usłyszał wyrok skazujący na prawie dwa lata więzienia. Bez zawieszenia.

Niewinny, nieusatysfakcjonowany

Wyrok został uchylony w 2003 r. Druzgocące dla wymiaru sprawiedliwości jest pisemne uzasadnienie wyroku Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. Sprawa trafiła do ponownego rozpatrzenia, ale na początku 2006 r. została umorzona ze względu na przedawnienie. Marek Isański jest więc niewinny, ale nieusatysfakcjonowany.

– Zostałem aresztowany wiosną 1996 r., a dopiero od połowy 1996 r. o aresztach zaczęły decydować sądy, a nie prokuratury. Tymczasem, gdy o areszcie decydował prokurator i zapadł wyrok uniewinniający, obligatoryjnie wszczynano wobec prokuratora postępowanie dyscyplinarne. Przedawnienie karalności jest więc wspaniałe dla prokuratury – mówi Marek Isański. Również urzędnicy skarbowi, którzy doprowadzili TFL do ruiny, nie ponieśli żadnych konsekwencji.

Autobusy dla PKS

TFL była spółką specjalizującą się w leasingu autobusów dla PKS. W połowie lat 90. zatrudniała 40 osób i miała 11 mln zysku netto. W 1996 r. zainteresował się nią I Urząd Skarbowy w Zielonej Górze. Nie spodobało mu się naliczanie podatku VAT. – W postępowaniach podatkowych i procesie karnym miałem ten sam zarzut. Sprowadzał się do tego, że nie otrzymywałem towaru, więc nie mogłem odliczyć podatku VAT. Chodziło o to, że autobus z fabryki odbierał kierowca PKS, z którym popisałem umowę leasingową. Oni chcieli, żebym autobusy przyprowadzał do Zielonej Góry i dopiero tu przekazywał pracownikowi PKS-u – mówi Marek Isański.

Decyzje skarbówki w tej sprawie były kilkakrotnie uchylane przez Naczelny Sąd Administracyjny. Ważne jest jednak to, że kontrola rozpoczęła się w 1996 r., a pierwsza decyzja pojawiła się dopiero w 2000 r. Tymczasem zaraz po rozpoczęciu kontroli fiskus zabezpieczył ewentualne należności na kwotę 6 mln zł. – Jestem świadomym obywatelem. Wiem, że państwo musi mieć taki instrument jak zabezpieczenie roszczeń. Ale skoro dokonuje zabezpieczenia, bezzwłocznie powinno wydawać decyzję podatkową, bo tylko ona podlega kontroli sądowej. Jeśli urząd zawiesza wydanie decyzji na cztery lata, to znaczy, że nie wie, jaka jest wykładnia przepisów – uważa Marek Isański.

Tak się niszczy biznes

Zabezpieczenie wierzytelności, czyli w praktyce rat, od klientów firmy leasingowej i areszt nałożony na jej prezesa i kluczowych pracowników oznaczały koniec biznesu. — Wiadomo, że jeśli zarząd firmy z sektora finansowego idzie do aresztu, nikt nie pożyczy jej pieniędzy ani nie kupi od niej wierzytelności. W konsekwencji wszyscy pracownicy idą na bruk – jak można przedstawiać dowody w postępowaniu podatkowym, jeśli zarząd siedzi w areszcie. A przecież firma musi mieć prawo do obrony — mówi Marek Isański. Jego zdaniem, nie ma wątpliwości, że wysokość zabezpieczenia i długość jego trwania świadczą o tym, że celem tej procedury było doprowadzenie do całkowitego zniszczenia TFL. – Nie mówię, że zrobiono to na zlecenie konkurencji. Mnie to nawet nie interesuje. Jako obywatela interesuje mnie to, że urzędnicy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności – kwituje Marek Isański. TFL od lat istnieje tylko na papierze. Dzięki temu Marek Isański może dochodzić sprawiedliwości. Właściwie musi. Bo przecież minęło 16 lat. Zamiast 6 mln zł rzekomo niezapłaconych podatków zostało już tylko 0,5 mln zł. O nie trwa walka w sądach administracyjnych.

Mowa prawa

Sąd Apelacyjny w Poznaniu w pisemnym uzasadnieniu stwierdził, że „(…) niedopuszczalnym było zaniechanie sporządzenia samodzielnie uzasadnienia wyroku i poprzestanie na przepisaniu uzasadnienia aktu oskarżenia (…). Sąd I instancji może w całości podzielić stanowisko oskarżyciela (…) ale nie zwalnia go to, od obowiązku samodzielnego sporządzenia uzasadnienia wyroku i to w sposób (…), w którym przedstawiony byłby cały proces myślowy, który doprowadził do takiego, a nie innego rozstrzygnięcia (…) jeśli chodzi o biegłego mgr Bogdana Pawlaka, to jest bezspornym, że do czasu zlecenia mu wydania opinii w przedmiotowej sprawie nie znał w szczegółach ustawy o podatku od towarów i usług oraz o podatku akcyzowym z 8 stycznia 1993 r., jak również wydanych do niej aktów wykonawczych. (…) Zresztą nie dysponował on nawet tekstem cytowanej ustawy jak i rozporządzeniami Ministra Finansów w sprawie wykonywania przepisów ustawy o podatku od towarów i usług oraz podatku akcyzowym, gdyż o ich nadesłanie zwrócił się do oskarżyciela publicznego, który zlecił mu sporządzenie opinii”.

 

(Autor: Kamil Kosiński, Źródło: "Puls Biznesu", 21.09.2012 r.)

 

© 2012 msp-24