czwartek, 14 grudnia
facebook
google

Październik 2013

31.10.2013

Ranking "Doing Business 2014": Polska na 113. miejscu w kategorii "podatki"

W najnowszej edycji rankingu „Doing Business”, corocznie przygotowywanego przez Bank Światowy, Polska zajęła 113. miejsce (na 189 badanych państw) w kategorii „płacenie podatków”. Jak wskazują eksperci, w przyszłym roku może być jeszcze gorzej.

W przypadku jednej z najważniejszych dla prowadzenia działalności kategorii, czyli płacenia podatków, Polska zanotowała wyraźny spadek – ze 104. na 113. miejsce.

Rozliczenia i inne sprawy związane z podatkami zajmują przeciętnie aż 286 godzin. Tymczasem średnia dla 34 państw członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) to tylko 175 godz. Łączne opodatkowanie zysków wynosi w Polsce obecnie 41,6 proc., czyli również powyżej średniej (41,3 proc.).

System podatkowy jest nieprzyjazny, a niekiedy wręcz represyjny wobec przedsiębiorców. Niestety, nie można wykluczyć dalszego pogarszania się naszej pozycji, zwłaszcza mając na uwadze planowane przez Ministerstwo Finansów rozszerzenie skali fiskalizmu – komentuje ekspert Pracodawców RP, Łukasz Kozłowski.

W innej kategorii tegorocznej edycji raportu, pokazującego stopień przyjazności systemu wobec prowadzących działalność gospodarczą, Polskę sklasyfikowano na miejscu 45. W porównaniu do ubiegłego roku oznacza to wzrost o 10 lub 3 pozycje. W „Doing Business 2013” pierwotnie Polska znalazła się na 55. miejscu, ale kilka miesięcy temu – po zmianie metodologii badania – umieszczono ją na miejscu 48.

Autorzy raportu wzięli pod uwagę 10 głównych czynników. Zdecydowanie najlepiej Polska wypadła pod względem dostępności kredytów dla przedsiębiorstw (3. miejsce). Największą poprawę odnotowano z kolei w kategoriach „ubieganie się o pozwolenie na budowę” (ze 114. na 88. miejsce) oraz „rejestracja własności” (z 63. na 54. miejsce).

– Rząd powinien pójść za ciosem i spowodować, że biurokratyczny mur, który został naruszony, zostanie cegła po cegle rozebrany. Ciągle jeszcze bowiem jest wiele do zrobienia w obszarze pozwoleń na budowę, w procedurach i kosztach związanych z zakładaniem firm, w nienaruszonym obszarze rozliczania podatków, egzekwowaniu kontraktów, czyli w pracy naszych sądów rozstrzygających sprawy gospodarcze – ocenia główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan, dr Małgorzata Krzysztoszek-Starczewska.

 

MF: Fiskus pobiera daninę także z chmur

Dla przedsiębiorcy kupno usług w chmurze obliczeniowej wiąże się z podatkowymi kłopotami. W zależności od siedziby sprzedawcy w różny sposób rozlicza się VAT. W grę wchodzi również pobór daniny u źródła.

Cloud computing (chmura obliczeniowa) jest modelem biznesowym, w którym oprogramowanie oraz możliwość korzystania z odpowiedniej infrastruktury IT są oferowane jako usługa dostępna przez internet. Pozwala to np. na przechowywanie danych i korzystanie z różnych aplikacji bez konieczności ich instalowania na własnym komputerze. Dzięki chmurze możemy np. rozliczać się z kontrahentami i wystawiać faktury z dowolnego miejsca na świecie.

Jak wskazuje Robert Łuszczyna, konsultant w Deloitte, polski przedsiębiorca, który będzie chciał nabyć tego rodzaju usługi, będzie najczęściej skazany na zagraniczne podmioty. Globalni dostawcy oferują je zazwyczaj poprzez serwery zlokalizowane w USA, Azji czy nawet w okolicach koła podbiegunowego. A to komplikuje rozliczenia podatkowe.

VAT w Polsce

Ernest Frankowski, starszy menedżer w Deloitte, podkreśla, że w odniesieniu do usług dostarczanych w ramach chmury obliczeniowej, które jeden podatnik VAT sprzedaje innemu podatnikowi VAT (firma firmie), zastosowanie mają zasady ogólne z art. 28b ustawy o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 177, poz. 1054 z późn. zm.). Zgodnie z nimi daninę rozlicza się w miejscu siedziby usługobiorcy.

Nie ma to większego znaczenia, gdy usługa nabywana jest od polskiego podatnika, gdyż VAT - tak jak to jest ogólnie przyjęte - rozliczy sprzedawca. Jeśli jednak kupowana będzie np. od firmy z siedzibą w Irlandii, która nie jest zarejestrowana dla celów tego podatku w Polsce, pojawi się transgraniczne świadczenie usług. Zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o VAT skutkuje ono przerzuceniem na polskiego przedsiębiorcę (nabywcę) obowiązku rozliczenia podatku należnego zgodnie z mechanizmem odwrotnego obciążenia. Kupujący będzie więc co do zasady zobowiązany wykazać (w związku z importem usług) należny VAT, ale będzie mógł go odliczyć na zasadach ogólnych.
Podatek u źródła

Polski przedsiębiorca musi także pamiętać o konsekwencjach w podatku dochodowym. Chodzi o obowiązek pobrania u źródła daniny od wynagrodzenia wypłacanego zagranicznemu kontrahentowi.

Jak przypomina Ernest Frankowski, część dochodów osiągniętych na terytorium Polski przez nierezydentów podlega 20-proc. podatkowi u źródła. Zgodnie z art. 21 ustawy o CIT (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 74, poz. 397 z późn. zm.) opodatkowane w ten sposób może być m.in. przetwarzanie danych. Jak potwierdziła warszawska izba skarbowa w interpretacji z 1 marca 2013 r. (nr IPPB5/423-1258/12-3/MW), uznaje się za nie także usługi w chmurze, więc polski przedsiębiorca wypłacający należności nierezydentowi naszego kraju co do zasady powinien je pomniejszyć o podatek u źródła według stawki 20 proc.

Od tej generalnej zasady są jednak wyjątki. Jeśli Polska ma podpisaną umowę o unikaniu podwójnego opodatkowania z krajem sprzedawcy usługi, to wynagrodzenie usługodawcy powinno być uznane za zysk przedsiębiorstwa i rozliczone tylko tam, gdzie ma on swoją siedzibę. Musi jednak udokumentować swoją zagraniczną rezydencję podatkową certyfikatem. Brak umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania bądź ważnego certyfikatu rezydencji w praktyce oznacza konieczność potrącenia podatku u źródła przez polskiego usługobiorcę i złożenie do urzędu skarbowego stosownych deklaracji podatkowych.

Warto też podkreślić, że Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 4 lipca 2013 r. (sygn. akt II FSK 2200/11) wskazał, że takie usługi mogą nie podlegać daninie u źródła, o ile fiskus nie wykaże, że ich efekt będzie wykorzystany w Polsce. Sąd wyjaśnił, że dla opodatkowania nie wystarczy, aby usługę nabył polski przedsiębiorca i to on wypłacał za nią wynagrodzenie.

Mariusz Szulc, Dziennik Gazeta Prawna

 

30.10.2013

Główne grzechy banków: Skubią firmy na prowizjach i odsetkach

Wysokie ceny i oferta niedopasowana do oczekiwań. To główne grzechy banków, które chcą obsługiwać MSP. Małe i średnie przedsiębiorstwa są w Polsce traktowane przez banki gorzej niż osoby fizyczne czy korporacje. Dowodzi tego choćby oprocentowanie depozytów, które – jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego – jest zwykle o kilka dziesiętnych punktu procentowego niższe od odsetek oferowanych klientom indywidualnym.

Z kolei prowizje i opłaty są wyższe. Wystarczy spojrzeć na odpowiednie tabele w największych bankach. Użytkowanie podstawowego konta osobistego i karty w BZ WBK jest całkowicie bezpłatne. W Banku Śląskim i mBanku konto jest darmowe, a kartę można mieć bez prowizji po wykonaniu transakcji bezgotówkowych na kwotę odpowiednio 200 i 100 zł miesięcznie. Z kolei w Pekao i PKO BP konta są bezpłatne, jeżeli wpływać na nie będzie co miesiąc kwota odpowiednio 500 zł i 1,5 tys. zł. Również i w tych instytucjach można mieć kartę bezpłatnie dzięki wykonaniu nią kilku transakcji bezgotówkowych.

Tymczasem obsługa podstawowego konta i karty firmowej w tych samych bankach kosztuje dużo więcej. Na przykład w PKO BP trzeba za to zapłacić 28 zł, a w BZ WBK – 15 zł. I prowizji tych nie da się uniknąć. W Pekao prowizja za konto wynosi 15 zł, ale zwalniają z niej wpływy na rachunek w wysokości min. 2 tys. zł. W Śląskim i w mBanku konta firmowe są bezpłatne, ale za kartę trzeba już zapłacić odpowiednio 7 i 3,50 zł. Z tym że ten pierwszy umożliwia uniknięcie prowizji. Jest to jednak trudniejsze niż dla klienta indywidualnego, bo kwota transakcji bezgotówkowych zwalniająca z opłaty wynosi 300 zł miesięcznie (dla indywidualnych – 200 zł).

Z kolei o dyskryminacji w stosunku do dużych firm świadczyć mogą warunki kredytowania małych przedsiębiorstw. NBP podaje, że przyznany im kredyt może być oprocentowany nawet o kilka punktów wyżej niż kredyt dla korporacji. W dodatku przedstawiciele sektora MSP mają trudności, by w ogóle go uzyskać. Dlaczego oferta banków jest droga i niedopasowana do potrzeb małych firm? – Działającym w Polsce bankom nie udało się do tej pory wytworzyć modelu obsługi małych i średnich firm przystającego do tego segmentu – mówi Katarzyna Siwek z Idea Banku.

Problemem jest duża różnorodność przedsiębiorstw, co utrudnia proces segmentacji klientów, dokonywany najczęściej na podstawie wysokości obrotów. – Przykładowo hurtownia chemii o przychodach 150 mln zł rocznie może być niewielką firmą rodzinną o prostych potrzebach finansowych. Takie same obroty może mieć zaś firma usługowa czy produkcyjna, działająca na rynkach zagranicznych, która potrzebuje zupełnie innej, bardziej kompleksowej i zaawansowanej oferty – ocenia Piotr Sadza, ekspert firmy doradczej Deloitte. Banki traktują więc przedstawicieli sektora MSP jak klientów detalicznych.

Jacek Uryniuk, Dziennik Gazeta Prawna

 

29.10.2013

Wiele firm nie ma planu B

Przedsiębiorcy z sektora MSP nie przykładają należytej wagi do przygotowania planu na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń lub awarii. Jak pokazują aktualne dane Deloitte, aż 70% małych i średnich nie liczy się z konsekwencjami finansowymi i wiarygodnością swojego biznesu związaną z utratą danych. W obliczu zwiększonej mobilności pracowników oraz popularyzacji trendu pracy na prywatnych urządzeniach przedsiębiorstwa powinny przywiązywać większe znaczenie do stosowania zabezpieczeń w zakresie infrastruktury, także technologicznej, ponieważ utrata ciągłości operacyjnej może wiązać się nawet z utratą klientów i pozycji na rynku.

Wiele firm nie ma świadomości tego, jak istotna jest ochrona infrastruktury IT. Według badań Deloitte z 2013 r. 70% małych i średnich przedsiębiorstw nie wierzy, że naruszenie bezpieczeństwa danych spowoduje finansowe konsekwencje i negatywnie wpływa na wiarygodność biznesu. Choć firmy inwestują w ochronę, często nie potrafią wykorzystać zakupionych do tego celu narzędzi. Jak pokazuje badanie RSM Tenon z 2012 r., jednie 27% europejskich menadżerów wyższego szczebla z sektora MSP przeprowadza kontrolę bezpieczeństwa sieci w swojej firmie, a 16% przebadanych nie posiadało informacji, czy mają zainstalowane oprogramowanie antywirusowe.

Niewłaściwe zabezpieczenie wrażliwych informacji, a w efekcie ich utrata, kosztuje firmy czas i pieniądze. Utracone dane tylko ze środowisk Microsoft Exchange Server i Office SharePoint Server w 65 proc. przypadków kosztowały firmy mniej niż 50 tys. dolarów, ale 25 proc. przedsiębiorstw oszacowało je na wyższe. Według informatyków czas potrzebny na odzyskanie utraconych danych to najczęściej połowa dnia pracy, ale czasem nawet kilka czy kilkanaście dni. W skrajnych przypadkach nie udaje się to nigdy.

Skąd biorą się zagrożenia?

Przedsiębiorstwa doświadczają utraty lub kradzieży danych, zniszczenia sprzętu lub paraliżu komunikacyjnego często z powodów własnych zaniedbań lub zewnętrznych czynników. Brak zasilania lub Internetu, wpływ warunków atmosferycznych i uszkodzenia mechaniczne urządzeń to nieprzewidywalne zdarzenia, którym trudno zapobiec, ale które można przewidzieć i im przeciwdziałać. - Wbrew powszechnemu stereotypowi o zagrożeniach wywołanych atakiem hakerów, większe straty związane są z wewnętrznymi zaniedbaniami firm i tzw. czynnikiem ludzkim. Wśród najczęstszych błędów jest brak kopii zapasowych, nieodpowiednie zabezpieczanie danych czy brak szkoleń w zakresie ochrony danych - mówi Adam Rasiński, Security Officer z Capgemini Polska.

Zachować biznesową ciągłość

Aby przygotować się na ewentualny kryzys małe i średnie przedsiębiorstwa powinny przygotować tzw. disaster recovery plan, który pozwoli im zminimalizować skutki negatywnych zdarzeń. Przede wszystkim tego typu scenariusz powinien być traktowany jako integralna część ogólnej strategii biznesowej. Kryzys technologiczny, taki jak brak dostępu do folderów sieciowych może spowodować paraliż całej organizacji. Plan powinien mieć formę księgi procedur, która jest aktualizowana raz na kilka miesięcy przez wyznaczoną osobę. Powinna być ona dostępna wszystkim pracownikom i zawierać nie tylko opisy konkretnych działań, ale także kontakty do osób, które mogą pomóc w danej sytuacji, takich jak serwisanci czy administratorzy. Jej stworzenie powinien poprzedzić dokładny audyt, który pokaże, jakie obszary i procesy są najbardziej zagrożone. Osoby zatrudnione w firmie powinny też co jakiś czas przechodzić ćwiczenia, by utrwalić procedury.

Przedsiębiorstwa nie muszą posiadać w swoich strukturach informatyka, by stosować rozwiązania pozwalające na utrzymanie ciągłości biznesowej w czasie kryzysu. Mogą skorzystać z usług zewnętrznych dostawców, którzy posiadają w swoich ofertach zarówno standardowe, jak i dedykowane konkretnym firmom i sektorom rozwiązania. Należy przy tym zachować odpowiednie procedury bezpieczeństwa i dobierać sprawdzonych partnerów. Na przykład w momencie oddawania sprzętu do serwisu trzeba utworzyć kopię znajdujących się na nich danych. W przeciwnym wypadku należy liczyć się z ich utratą, ponieważ tego typu firmy nie zabezpieczają danych standardowo.

Firmy mogą też skorzystać z darmowych lub atrakcyjnych kosztowo rozwiązań dostępnych na rynku. Istnieje wiele programów antywirusowych typu open source. Przedsiębiorstwa mogą też zabezpieczać dane lokując je w darmowych repozytoriach w chmurze. Można mieć do nich dostęp także zdalnie, z telefonów i tabletów. Co więcej, na darmowych pocztach i serwerach znajdują się nieodpłatne zabezpieczania, które gwarantują bezpieczeństwo korespondencji. Małe i średnie przedsiębiorstwa mogą także korzystać z odpłatnych narzędzi, by zredukować zagrożenia nawet dla mienia, które nie znajduje się w siedzibie przedsiębiorstwa.

Dla firm zabezpieczanie się przed krytycznymi sytuacjami ma wiele oczywistych korzyści, takich jak sprawne funkcjonowanie nawet w razie pożaru czy awarii systemów. Inne zalety stosowania recovery planów to oszczędności płynące z instalowania tylko tych rozwiązań, które mogą przydać się firmie w praktyce. Nie ponosi też ona kosztów związanych z odzyskiwaniem utraconych danych. Co więcej, może dać gwarancję klientom, że ich dane są zabezpieczane na wiele sposobów, co może stać się jej wyróżnikiem na rynku.

 

28.10.2013

Trwałe zabudowy meblowe: Orzeczenie NSA w sprawie stosowania prawidłowej stawki podatku VAT

Szanowni Państwo! Uprzejmie informujemy, że po ogromnym sukcesie Federacji MSP, jakim jest wygrana walka o sprawiedliwość i obronę branży 20 tysięcy przedsiębiorców zajmujących się trwałą zabudową meblową, wreszcie doczekaliśmy się uzasadnienia NSA w tej sprawie.

Uzasadnienie przeczytasz klikając TUTAJ

Przypominamy, że 24 czerwca b.r. Naczelny Sąd Administracyjny w powiększonym 7-osobowym składzie orzekł, że usługi związane z trwałą zabudową meblową są modernizacją, a właściwą stawką VAT dla tego typu usług jest stawka 8%. Jeszcze raz dziękujemy członkom Federacji MSP oraz wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę do tego sukcesu! Pamiętajmy! Razem możemy więcej!

 

Papierologia - wróg firmy

Umowa zawarta przez internet, a podpis na dokumencie wciąż obowiązkowy. Przedsiębiorcy mają tego dosyć i chcą zdepapieryzować swoją pracę. Pomóc ma im w tym Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji.

„Przy sprzedaży na raty, na przedpłaty, na zamówienie, według wzoru lub na próbę oraz sprzedaży za cenę powyżej dwóch tysięcy złotych sprzedawca jest obowiązany potwierdzić na piśmie wszystkie istotne postanowienia zawartej umowy” – wynika jednoznacznie z ustawy o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej. Tymczasem internetowi sprzedawcy twierdzą, że to nie ma najmniejszego sensu, bo przecież umowę na odległość zawiera się po to, aby było łatwiej i szybciej, a nie trudniej, jak jest w tym przypadku. To zaś dopiero początek papierologii związanej z prowadzeniem sprzedaży w sieci.

Kolejny przepis utrudniający pracę przedsiębiorcom pochodzi z ustawy o ochronie danych osobowych: „Administrator danych może powierzyć innemu podmiotowi, w drodze umowy zawartej na piśmie, przetwarzanie danych”. – W oczywisty sposób utrudnia to działalność prowadzoną online polegającą np. na hostingu (udostępnieniu miejsca na serwerze, na którym będą przechowywane dane, w tym dane osobowe) – argumentują firmy.

Idźmy dalej. „W przypadku odmowy uznania reklamacji w całości lub części, odpowiedź na reklamację powinna zostać doręczona reklamującemu przesyłką poleconą” – czytamy w rozporządzeniu ministra infrastruktury w sprawie trybu postępowania reklamacyjnego oraz warunków, jakim powinna odpowiadać reklamacja usługi telekomunikacyjnej. Telekomy mają na ten temat własne zdanie: „Przecież szybciej i prościej można by to załatwić drogą elektroniczną”. I trudno nie przyznać im racji.

Łącznie takich uciążliwych przepisów firmy wymieniły już około dwudziestu. Lista nie jest jeszcze jednak zamknięta – do Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji ciągle spływają kolejne przykłady absurdalnych wymogów, które tylko zwiększają biurokrację, ale w żaden sposób nie ułatwiają pracy firmom ani nie służą konsumentom. MAiC samo poprosiło przedsiębiorców, aby wskazali mu absurdalne przepisy, zamierza bowiem ograniczyć odręczne podpisy, papiery i formularze niezbędne do prowadzenia biznesu.

– Projekt roboczo określany mianem depapieryzacji regulacji gospodarczych jest na początkowym etapie realizacji. Obecnie analizujemy stan prawny i odpowiedzi na rozesłaną ankietę – tłumaczy rzecznik resortu Artur Koziołek. Istotę projektu depapieryzacji tłumaczy tak: „Polega on na ustaleniu, czy w porządku prawnym istnieją regulacje prawne, które dla umowy cywilnoprawnej w relacjach przedsiębiorca – konsument oraz przedsiębiorca – przedsiębiorca wymagają zachowania formy pisemnej, tym samym utrudniając lub uniemożliwiając zawarcie takiej umowy środkami komunikacji elektronicznej, w szczególności w internecie”.

MAiC zaczęło zbierać propozycje od przedsiębiorców na wniosek specjalnej grupy ekspertów i firm zajmujących się modelami biznesowymi w internecie. Grupa ta działa przy resorcie od początku 2012 r., a jej głównym zadaniem jest usuwanie barier prawnych w rozwoju szeroko pojętej gospodarki elektronicznej. Najważniejszy jej postulat to właśnie ograniczenie formy pisemnej w wirtualnym biznesie. Wymóg taki oznacza konieczność złożenia własnoręcznego podpisu na dokumentach lub bezpiecznego kwalifikowanego podpisu elektronicznego. Wprawdzie te elektroniczne podpisy powoli się popularyzują (do tej pory wydano ich ponad 860 tys.), niemniej wciąż nie są powszechnym sposobem potwierdzania swojej tożsamości. Czyli w praktyce ten wymóg oznacza jedno: nawet jeżeli transakcja jest internetowa, to podpis trzeba złożyć w „realu” – na papierze.

Resort cyfryzacji wciąż czeka na kolejne papierowe przepisy, które zdaniem przedsiębiorców utrudniają im działalność. Po ich zebraniu każdy będzie musiał być osobno sprawdzony pod kątem prawnym. W praktyce oznacza to, że eksperci ocenią, czy rzeczywiście jest konieczny (np. czy faktycznie chroni prawa konsumentów), czy może spokojnie będzie można go wyeliminować i pozwolić oszczędzać i na papierze, i na czasie, i na znaczkach pocztowych.

Sylwia Czubkowska, Dziennik Gazeta Prawna


Zaległości podatkowe bez odsetek za zwłokę

Od niezapłaconego w terminie płatności podatku trzeba zapłacić jeszcze odsetki. W paru przypadkach jednak zalegający z zapłatą podatnik nie będzie musiał ponosić dodatkowych kosztów. Wystarczy, że złoży do urzędu odwołanie lub zostanie wszczęte postępowanie, a naliczanie odsetek może zostać wstrzymane.

Co do zasady, od zaległości podatkowych (np. nieuregulowanych w terminie zaliczek na PIT), fiskus nalicza odsetki za zwłokę. Odsetki grożą także w przypadku nienależnie oddanych nadpłat i zwrotów podatków, nienależnych lub zawyżonych wynagrodzeń płatników i inkasentów, czy oprocentowania nienależnej nadpłaty bądź zwrotu podatku. Odsetki za zwłokę naliczane są od dnia następującego po dniu upływu terminu płatności podatku lub terminu, w którym płatnik lub inkasent był obowiązany dokonać wpłaty podatku na rachunek urzędu skarbowego. Istnieje jednak kilka sytuacji, w których powstaniu zaległości podatkowej nie towarzyszy naliczanie odsetek za zwłokę.

Fiskus nie naliczy odsetek za zwłokę w związku z powstaniem zaległości podatkowej, jeżeli wysokość odsetek nie przekraczałaby trzykrotności wartości opłaty dodatkowej pobieranej przez Pocztę Polską za polecenie przesyłki listowej. Aktualnie opłata ta wynosi 6,60 zł.

Odsetek nie nalicza się również, jeśli w ciągu dwóch lat po złożeniu zawierającej błędy wyliczeniowe deklaracji podatkowej fiskus nie zauważy błędu. Dokładniej, odsetki nie będą naliczane za okres od dnia następnego po upływie dwóch lat od dnia złożenia deklaracji, od zaległości związanych z popełnionymi błędami rachunkowymi lub oczywistymi omyłkami, jeżeli w tym okresie nie zostały one ujawnione przez organ podatkowy.

Naliczanie odsetek wstrzymuje postępowanie lub odwołanie

"Zamrożonym" okresem naliczania odsetek za zwłokę w zapłacie podatku jest czas trwania postępowania podatkowego oraz okres zawieszenia takiego postępowania. Odsetki nie będą naliczane za okres od dnia wszczęcia postępowania podatkowego do dnia doręczenia decyzji organu pierwszej instancji, jeżeli decyzja nie została doręczona w terminie 3 miesięcy od dnia wszczęcia postępowania. W przypadku zawieszenia postępowania z urzędu - naliczanie odsetek będzie wstrzymane od dnia wydania postanowienia o zawieszeniu postępowania do dnia doręczenia postanowienia o podjęciu zawieszonego postępowania.

Co więcej, fiskus wstrzyma się z naliczaniem odsetek za zwłokę także w przypadku złożenia przez podatnika odwołania. Chodzi tu o brak naliczania odsetek za okres od dnia następnego po tym, jak urząd skarbowy przekaże odwołanie wraz z aktami sprawi do organu odwoławczego do dnia otrzymania odwołania przez organ odwoławczy.

Katarzyna Miazek, Tax Care

 

25.10.2103

Komedia czy tragifarsa? Składki ZUS należy płacić nawet za pracę za darmo

Przedsiębiorcy, którym w prowadzeniu firmy pomagają małżonek czy rodzice, powinni zapłacić za nich składki ZUS - nawet wtedy, gdy najbliższa rodzina wspiera firmę swoją pracą bezpłatnie.

Najbliższa rodzina przedsiębiorcy, która pomaga mu w jakikolwiek sposób w prowadzeniu firmy to według standardów ZUS tzw. osoby współpracujące. Zalicza się do nich m.in. małżonka, dzieci czy rodziców, jeśli pozostają we wspólnym gospodarstwie domowym i jednocześnie współpracują przy prowadzeniu działalności gospodarczej. W takiej sytuacji przedsiębiorca powinien ubezpieczyć osobę współpracującą w ZUS oraz odprowadzać za nią składki.

Za osoby współpracujące z osobami prowadzącymi działalność gospodarczą uważa się: małżonka, dzieci własne, drugiego małżonka lub przysposobione, rodziców, macochę i ojczyma. Osobami współpracującymi nie są brat i siostra i członek rodziny zatrudniony w celu przygotowania zawodowego (na podstawie umowy o pracę w celu przygotowania zawodowego).

Przedsiębiorca powinien dopełnić tego obowiązku niezależnie od tego, czy osoba współpracująca wykonuje swoją pracę na rzecz jego firmy za odpowiednim wynagrodzeniem - na przykład na podstawie umowy o pracę czy umowy zlecenia - czy też pomaga przy jego działalności nieodpłatnie. Należy także pamiętać, że nawet jeśli osoba współpracująca zostanie zatrudniona na etacie, składki za nią będą odprowadzane na takich samych zasadach, jak w przypadku przedsiębiorcy.

Trzeba jednak mieć na uwadze, że osoby współpracujące nie mają prawa - jak przedsiębiorcy rozpoczynający działalność gospodarczą - do preferencyjnych składek ZUS. Z drugiej jednak strony zatrudnienie w firmie osoby współpracującej nie zabiera początkującym przedsiębiorcom przywileju płacenia składek na preferencyjnych zasadach.

W przypadku, gdy osoba współpracująca pomaga w firmie, pobierając za to wynagrodzenie, przedsiębiorca jest zobowiązany odprowadzić z tego tytułu podatek dochodowy. Niestety, jeśli dotyczy to małżonka lub małoletnich dzieci, w takiej sytuacji nie może zaliczyć ich wynagrodzenia w koszty firmy - tak jak ma to miejsce w przypadku pensji innych pracowników. Ustawa o podatku dochodowym od osób fizycznych mówi bowiem, że do kosztów prowadzenia działalności nie zalicza się wartości pracy własnej podatnika, jego małżonka lub małoletnich dzieci. Kosztem w tej sytuacji mogą być za to opłacone składki na ubezpieczenia społeczne tych osób.

 

Szkolenia dla pracowników a podatek VAT

Przedsiębiorca organizujący swoim pracownikom płatne szkolenia może odzyskać z tego wydatku VAT. Nieistotne jest natomiast, ile różnych usług obejmuje szkolenie, gdyż dla celów podatkowych mogą one zostać uznane za kompleksowe.

Usługa organizacji szkoleń stanowi jedno złożone świadczenie, od nabycia którego przedsiębiorcy przysługuje prawo do odliczenia podatku naliczonego w całości, o ile spełnia on wymogi uprawniające do zastosowania odliczenia.

W zakresie, w jakim towary i usługi są wykorzystywane do wykonywania czynności opodatkowanych, przedsiębiorcy przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego. Skorzystać z niego mogą jednak wyłącznie przedsiębiorcy, którzy są zarejestrowani jako podatnicy VAT czynni. Kolejnym warunkiem umożliwiającym skorzystanie z prawa do odliczenia podatku naliczonego jest związek zakupów z wykonywanymi czynnościami opodatkowanymi. Wykazanie tego związku (tj. wykazanie czy podatek wynikający z otrzymanych faktur związany będzie z czynnościami dającymi prawo do odliczenia czy też czynnościami niedającymi takiego prawa) spoczywa w pełni na podatniku.

Faktura potwierdzająca usługę opodatkowaną

Podstawą dającą możliwość odliczenia VAT-u naliczonego jest oczywiście faktura. Nie stanowią jednak podstawy do obniżenia podatku należnego oraz zwrotu różnicy podatku lub zwrotu podatku naliczonego faktury, gdy transakcja udokumentowana fakturą nie podlega opodatkowaniu albo jest zwolniona od podatku. Taka sytuacja, jak zaznacza fiskus, nie ma jednak miejsca w przypadku usługi organizacji szkoleń.

Odzyskasz VAT ze szkolenia

Jak podkreśla Dyrektor Izby Skarbowej w Łodzi w interpretacji indywidualnej z dnia 20.09.2013 r. o sygn. IPTPP1/443-600/13-2/AK usługi organizacji szkolenia wykorzystywane są do wykonywania czynności opodatkowanych, przede wszystkim poprzez podniesienie kwalifikacji uczestniczących w niej pracowników firmy przez co nabycie takiej usługi daje nabywcy prawo do obniżenia o kwotę podatku naliczonego podatek należny.

Na co fiskus także zwraca uwagę, wykonywana na rzecz przedsiębiorcy usługa organizacji szkoleń składa się z kilku elementów. Chodzi tu np. o zapewnienie sali wraz z niezbędnymi urządzeniami (np. systemem nagłośnienia, mikrofonem, ekranem, projektorem, dostępem do internetu), zapewnienie wyżywienia i napoi (np. lunch, napoje, przerwa kawowa), techniczne przygotowanie sali i urządzeń, organizacja noclegu czy parkingu – mimo wielości i różnorodności świadczonych usług, na wystawionej fakturze określane są one jako jedna usługa organizacji szkolenia. Jako do pojedynczej zastosowana jest jedna stawka podatku VAT w wysokości 23 proc.

Opodatkowana kombinacja czynności

Co do zasady każde świadczenie dla celów opodatkowania podatkiem od towarów i usług powinno być traktowane jako odrębne i niezależne, jednak w przypadku gdy jedna usługa obejmuje z ekonomicznego punktu widzenia kilka świadczeń, usługa ta nie powinna być sztucznie dzielona dla celów podatkowych. Pojedyncza czynność traktowana jest zatem jak element usługi kompleksowej wówczas, jeżeli cel świadczenia czynności pomocniczej jest zdeterminowany przez usługę główną oraz nie można wykonać lub wykorzystać bez czynności pomocniczej usługi głównej. Ma to miejsce również w przypadku usług organizacji szkolenia, co również potwierdza fiskus we wspomnianej wyżej interpretacji.

Katarzyna Miazek, Tax Care

 

24.10.2013

Edukacja zawodowa: Czego chcą przedsiębiorcy?

Potrzebne są dalsze zmiany edukacji zawodowej, uwzględniające zarówno oczekiwania przedsiębiorców i rynku, jak i samych absolwentów. Rozwiązaniem może być kształcenie w zakładach pracy - mówili wczoraj w Płocku uczestnicy panelu na temat kształcenia zawodowego.

Panel dyskusyjny Szkolnictwo Zawodowe w Polsce a w krajach Unii Europejskiej zorganizowała Izba Gospodarcza Regionu Płockiego (IGRP). Uczestniczyli w nim przedsiębiorcy, przedstawiciele szkół zawodowych i instytucji związanych z edukacją, a także uczniowie.

Edukacja zawodowa w Polsce wydaje się zastygła, nie nadąża za zmianami, jakie wymusza świat, a szczególnie Unia Europejska i jej ciągle dynamicznie zmieniająca się gospodarka - powiedział wiceprezes IGRP Lech Księżakowski. Podkreślił, że UE to bardzo wymagający rynek, cechujący się ogromną konkurencją na najwyższym poziomie.

W ocenie Księżakowskiego, bez dobrej kadry zawodowej nie mamy szans na wygrywanie z tą konkurencją. Zaznaczył, że przedsiębiorcy potrzebują dobrze merytorycznie przygotowanego absolwenta, innowacyjnego, zmotywowanego do twórczego działania, dbającego o jakość pracy i o pewnej już wykształconej kulturze technicznej. To może wydawać się ideałem, ale powinniśmy do niego zmierzać.

Lech Księżakowski przypomniał, że według danych Eurostatu, wydajność pracy w Polsce w latach 2011-13 wzrosła o 3,3 proc. w porównaniu do 2010 r. To dobry symptom, ale odnosząc to do wydajności w krajach UE, jesteśmy dopiero na poziomie 60 proc. Mamy zatem co poprawiać. Najważniejszy jest poziom wykształcenia pracownika - ocenił.

Maria Montowska z Polsko-Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej zwróciła uwagę, że edukacja zawodowa to nie tylko szkoły, lista zawodów i kwalifikacji, ale także system doradztwa zawodowego, którego w Polsce nie ma oraz wsparcie partnerów społecznych. - W Niemczech działa Instytut ds. kształcenia zawodowego. To gremium, składające się z nauczycieli, przedsiębiorców, przedstawicieli władz i związków zawodowych, które zajmuje się zawodami, jakie tamtejsza gospodarka będzie potrzebowała za 10, 15 lat. To jest główna rola państwa na poziomie federalnym - wydawanie pieniędzy na rozwój konkretnych zawodów - powiedziała Montowska.

Zaznaczyła, że system niemieckiego kształcenia zawodowego polega na tym, że 2/3 nauki odbywa się w zakładzie pracy, a 1/3 w szkole. To może być bardzo mały zakład. To co przekazuje się w szkole w teorii, jest uzupełnieniem do nauki praktycznej zawodu - wyjaśniła Montowska. Jej zdaniem, w Polsce jest zbyt mało praktyk zawodowych, np. w zawodach technicznych.

Maria Montowska oceniła, że do rozwoju kształcenia zawodowego w Polsce niezbędne jest przede wszystkim duże zaangażowanie samych przedsiębiorców. - Nie wierzę, że szkoła, czy centrum kształcenia, nadąży za technologią. Technologia jest w zakładzie pracy. Kształcenie ucznia kosztuje, ale z drugiej strony uczeń przygotowywany do zawodu kosztuje pracodawcę w pierwszym roku, mniej w drugim roku, gdy może już świadczyć jakieś usługi na rzecz zakładu, a już w trzecim roku jest to tak naprawdę często niżej opłacany prawie pełnoprawny pracownik - dodała.

Podkreśliła także, że forma kształcenia ucznia w zakładzie pracy, buduje jego lojalność, jako przyszłego pracownika. Ważną rzeczą jest też wynagrodzenie, jakie otrzymuje uczeń szkoły zawodowej w Polsce przez pierwsze trzy lata. Wynagrodzenie w pierwszej klasie szkoły zawodowej to 140 zł miesięcznie. To jest jakiś przekaz, który nie do końca mówi: "fajnie, że wybrałeś tę szkołę, że będziesz budował w ten sposób swoją karierę zawodową" - zaznaczyła.

 

Faktoring pełny tylko dla wybranych? Niekoniecznie

W celu poprawy płynności finansowej swojej firmy coraz więcej przedsiębiorców decyduje się na skorzystanie z usługi faktoringu, traktowanej często jako alternatywa wobec kredytu obrotowego. Dostępna na rynku oferta jest obecnie tak szeroka, iż pozwala dobrać odpowiednie narzędzia, szyte na miarę potrzeb i możliwości każdego podmiotu. Tak duży wybór niejednego przedsiębiorcę przyprawić może o ból głowy. Jeżeli chcemy temu zapobiec, rozważmy w pierwszej kolejności, który z dwóch podstawowych typów faktoringu będzie nam bardziej odpowiadał.

Firmy faktoringowe walczą dziś mocno o klientów i dlatego prześcigają się w oferowaniu najróżniejszych odmian faktoringu – eksportowego, mieszanego czy odwrotnego, a to tylko niektóre z dostępnych. Z tego powodu przedsiębiorcy mogą łatwo pogubić się w tym bogactwie ofert, tak więc jeżeli dopiero zaczynamy naszą przygodę z faktoringiem, warto na początek poznać dwa podstawowe typy tej usługi - z regresem i bez regresu.

Wiele nazw, te same usługi

Stosowane przez faktorów nazewnictwo jest bardzo różne, stąd usługi te znane są również jako faktoring niewłaściwy (z regresem) i właściwy (bez regresu) lub odpowiednio - faktoring niepełny i pełny. Zasadnicza różnica między nimi określa jedynie to, na kogo w transakcji faktoringowej spada ryzyko braku zapłaty faktury przez kontrahenta. W umowach faktoringu z prawem regresu to Faktorant, czyli firma korzystająca z faktoringu, ponosi odpowiedzialność za swojego odbiorcę i w razie braku zapłaty, musi zwrócić otrzymaną wcześniej zaliczkę firmie faktoringowej, a więc samemu windykować nieterminowego płatnika.

Natomiast jeżeli zawarta umowa miała charakter faktoringu bez prawa regresu, całe ryzyko niewypłacalności odbiorcy spoczywa właśnie na firmie faktoringowej. Trzeba jednak pamiętać, że warunki współpracy w ramach jednej i drugiej formy faktoringu różnią się od siebie. Wydawać by się mogło, że z uwagi na mniejsze ryzyko ponoszone przez odbiorcę, częściej wybieraną formą usługi przez przedsiębiorców będzie faktoring bez prawa regresu. Pamiętajmy jednak, że cena tej odmiany jest wyższa o około 0,3 proc., co skłania wiele firm do wyboru opcji niepełnej.

Bezpieczeństwo ważniejsze

Coraz bardziej odczuwalne spowolnienie gospodarcze sprawia jednak, że przedsiębiorstwa zaczynają patrzeć na kwestię wyboru usługi faktoringowej z nieco szerszej perspektywy, gdzie cena nie jest główną determinantą. Faktoring bez regresu zyskuje coraz więcej zwolenników wśród firm, które działają w branżach szczególnie narażonych na ryzyko upadłości, np. przemyśle, przetwórczym, budownictwie czy transporcie. Narzędzie jest wyjątkowo przydatne, gdy przeprowadzamy transakcję jednorazową z nowym kontrahentem albo rozpoczynamy współpracę z podmiotem, z którym wcześniej nie handlowaliśmy. Usługa faktoringowa minimalizuje wówczas ryzyko transakcji do zera. Faktoring pełny może też być dobrą alternatywą dla firm, których wyniki finansowe nie pozwalają na uzyskanie kredytu obrotowego czy faktoringu z regresem, a które mają stabilnych odbiorców swoich usług, na uzyskanie finansowania działalności w ogóle.

Tańsze ubezpieczenie

Faktorzy świadczący usługę faktoringu bez prawa regresu posiłkują się często ubezpieczeniem. Pojawia się więc pytanie - czy w sytuacji, gdy firma realizuje wiele transakcji o podwyższonym ryzyku, lepszym rozwiązaniem nie będzie po prostu polisa ubezpieczeniowa? Otóż nie zawsze. Zakup ubezpieczenia kosztuje i to nie mało, z kolei faktorzy - jako znaczący klienci firm ubezpieczeniowych - mają wynegocjowane korzystne stawki, dlatego opcja ubezpieczenia nie ma dużego wpływu na koszt usługi pełnego faktoringu. Poza tym samodzielne nabycie ubezpieczenia wymusza na przedsiębiorcy konieczność realizacji wielu obowiązków związanych z jej obsługą. Wiele podmiotów zwyczajnie nie ma na to czasu, dlatego wygodniej jest przerzucić wszystkie te obowiązki na Faktora.

Nie tylko finansowanie

Błędem jest postrzeganie faktoringu wyłącznie jako dyskontowania wierzytelności niewymagalnych. W ramach ustalonych obowiązków Faktor ocenia ryzyko transakcji, monitoruje płatności, podejmuje stosowne działania windykacyjne czy - jak w przypadku faktoringu pełnego - przejmuje na siebie ryzyko braku zapłaty. Obecnie nawet najbardziej terminowi klienci regulują faktury z opóźnieniem. Samodzielne prowadzenie wszystkich tych działań w stosunku do naszych kontrahentów byłoby zajęciem mocno absorbującym, dlatego zamiast powierzać je pracownikom innych działów lub wykonywać samodzielnie, warto zdecydować się na profesjonalną pomoc faktora.

Małgorzata Milewska, Pragma Faktoring S.A.

 

23.10.2013

Bezpłatne szkolenia dla mazowieckich MSP

Szanowni Państwo! Firma FranklinCovey Poland daje Państwu możliwość wzięcia udziału w bezpłatnym szkoleniu "7 nawyków skutecznego działania". Szkolenie jest refundowane w 100% ze środków UE.

"7 nawyków skutecznego działania" to szkolenie, dzięki któremu:

•    zadbasz o swój rozwój i będziesz lepiej radzić sobie ze zmianami,
•    nauczysz się komunikować efektywnie i rozwiązywać konflikty z korzyścią dla wszystkich,
•    skutecznie ustalisz priorytety, zaplanujesz działania,
•    zbudujesz trwałe relacje z osobami z Twojego otoczenia zawodowego i prywatnego,
•    znajdziesz równowagę między życiem zawodowym, a prywatnym.

Wystarczy, że spełniają Państwo poniższe kryteria:

•    pracują Państwo na umowę o prace lub prowadzą własną działalność gospodarczą,
•    firma to micro, małe lub średnie przedsiębiorstwo działające na terenie woj. mazowieckim,
•    posiadają Państwo najwyżej średnie wykształcenie (osoby w trakcie studiów bez dyplomu licencjata magistra oraz po zakończeniu studiów wyższych bez uzyskania dyplomu, czyli posiadające absolutorium).

W celu uzyskania dokładnych informacji i zgłoszenia chęci udziału bardzo prosimy o kontakt z Damianem Witkowskim: tel. +48 661 666 319, e-mail: damian.witkowski@franklincovey.pl.

 

Dolnośląskie MSP dostaną wsparcie

Agencja Rozwoju Regionalnego Arleg S.A. podpisała kolejną umowę operacyjną w ramach realizacji unijnej inicjatywy Jeremie. Dzięki temu rozdysponuje 5 mln zł ze środków unijnego wsparcia, dając szansę na rozwój dla ponad 50 małych i średnich przedsiębiorstw w regionie.

Jak poinformowało biuro prasowe Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, kwota wsparcia przekazana w ramach umowy wynosi 5 mln zł i przyczyni się do wzmocnienia i rozwoju około 52 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z Dolnego Śląska, dzięki udzielaniu niskooprocentowanych pożyczek.

- Każdy pieniądz przekazany przedsiębiorcom to najlepsza inwestycja dla Dolnego Śląska. Inicjatywa Jeremie ma na celu pomoc w szczególności tym firmom, które na rynku komercyjnym miałyby trudności z uzyskaniem kredytów. Po podpisaniu kolejnej umowy zwiększyła się wartość środków przekazanych pośrednikom finansowym na wsparcie dla MSP i jestem przekonany, że wspólnie będziemy mogli cieszyć się nowymi inwestycjami - powiedział cytowany w komunikacie urzędu marszałkowskiego członek zarządu województwa dolnośląskiego, Jerzy Tutaj.

Dzięki podpisaniu umowy z agencją Arleg, łączna wartość wszystkich umów zawartych z pośrednikami finansowymi w województwie dolnośląskim wyniesie blisko 458 mln zł. Agencja Rozwoju Regionalnego Arleg S.A. funkcjonuje od 1991 r. Jej głównym celem jest prowadzenie działalności o charakterze gospodarczym na rzecz wspierania rozwoju regionu oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Spółka prowadzi kompleksową obsługę doradczą, szkoleniową i informacyjną przedsiębiorstw, stale współpracując z Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości. Jest jedną z większych agencji na Dolnym Śląsku.

Na terenie województwa dolnośląskiego wsparcia w ramach Inicjatywy Jeremie udziela aktualnie 17 podmiotów. Pośrednikami finansowymi w ramach Jeremie są m.in. fundusze pożyczkowe, fundusze poręczeniowe, banki oraz inne instytucje finansowe. Według danych na koniec sierpnia 2013 r. do ponad 2,2 tys. dolnośląskich przedsiębiorców trafiły środki o wartości prawie 310 mln zł, w tym ze środków Dolnośląskiego Funduszu Powierniczego - inicjatywa Jeremie - ponad 213 mln zł. Zostały one przekazane w formie pożyczek udzielonych przez pośredników finansowych z udziałem środków Dolnośląskiego Funduszu Powierniczego lub jako kredyty, które zabezpieczone zostały poręczeniem ze środków Dolnośląskiego Funduszu Powierniczego.

Jeremie (ang. Joint European Resources for Micro-to-Medium Enterprises - Wspólne zasoby dla małych i średnich przedsiębiorstw) to inicjatywa pozadotacyjnego wsparcia powołana w 2007 r. przez Komisję Europejską i Europejski Bank Inwestycyjny. Jeremie to mechanizm, którego działanie odchodzi od tradycyjnego dotacyjnego wsparcia, na rzecz zwrotnych instrumentów finansowych - kredytów, pożyczek oraz poręczeń dla firm. Jego ideą jest pomoc podmiotom z sektora MSP w sprawnym i elastycznym finansowaniu ich działalności.

Inicjatywa to odpowiedź Komisji Europejskiej na kończące się unijne dotacje. Kierowana jest przede wszystkim do tych przedsiębiorców z sektora MSP, którzy ze względu na brak historii kredytowej czy niewystarczającą ilość zabezpieczeń mają problemy z uzyskaniem wsparcia finansowego na bankowym rynku komercyjnym. W Polsce Inicjatywa Jeremie jest wdrażana na poziomie regionalnym w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych. Bank Gospodarstwa Krajowego zarządza projektami tej inicjatywy w sześciu województwach: dolnośląskim, łódzkim, pomorskim, wielkopolskim, mazowieckim i zachodniopomorskim.

 

22.10.2013

Zwolnienie przekazania żywności z opodatkowania VAT

Jeszcze do niedawna w przypadku bezpłatnego przekazania żywności na rzecz organizacji pożytku publicznego zwolnione od opodatkowania podatkiem VAT były jedynie przekazania dokonane przez jej producentów. W wyniku nowelizacji ustawy o VAT doszło do rozszerzenia zastosowania tego zwolnienia również na inne podmioty.

Następstwa przedmiotowej nowelizacji powinny w szczególności zainteresować przedsiębiorców zajmujących się obrotem żywnością mających problem z nadwyżkami produktów spożywczych.

Dnia 1 października 2013 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o VAT, która oprócz rozszerzenia stosowania mechanizmu odwróconego obciążenia oraz wprowadzenia odpowiedzialności solidarnej za rozliczenia podatku VAT od tzw. towarów wrażliwych, zawiera zmianę przepisów regulujących zwolnienie od opodatkowania podatkiem VAT nieodpłatnego przekazania żywności.

Do końca września 2013 r. przedmiotowe zwolnienie mogło mieć zastosowanie wyłącznie w sytuacji, gdy żywność była przekazywana organizacjom pożytku publicznego przez jej producentów. W chwili obecnej brak jest takiego obostrzenia, gdyż z treści art. 43 ust. 1 pkt 16 ustawy o VAT stanowiącego podstawę tego zwolnienia wykreślone zostało ograniczenie, iż zwolnienie dotyczy nieodpłatnego przekazania towarów uznawanego za dostawę towarów dokonanego przez producenta.

Wynika z tego, iż od 1 października 2013 r. każde nieodpłatne przekazanie przez podatnika podatku VAT żywności należącej do jego przedsiębiorstwa będzie mogło zostać objęte zwolnienia od opodatkowania podatkiem VAT, jeżeli dokonane zostanie na rzecz organizacji pożytku publicznego. Przykładowo więc, obecnie ze zwolnienia mogą również korzystać podmioty prowadzące sklepy spożywcze czy też inne zajmujące się obrotem żywnością (np. hurtownie).

Zmiana warunku skorzystania ze zwolnienia

Zmianie uległ również dodatkowy wymóg stosowania omawianego zwolnienia. Przed 1 października 2013 r. wymogiem tym było prowadzenie przez podmiot przekazujący żywność szczegółowej dokumentacji potwierdzającej dokonanie dostawy na rzecz organizacji pożytku publicznego, przeznaczonej wyłącznie na cele działalności charytatywnej. Obecnie nie jest już wymagane prowadzenie szczegółowej dokumentacji, lecz jedynie posiadanie dokumentów które potwierdzają, iż faktycznie do takiego przekazania produktów żywnościowych na rzecz organizacji pożytku publicznego doszło.

Wyłączenie stosowania zwolnienia

Warto dodatkowo wskazać, iż wśród zmian przewidziano również wprowadzenie nowego przepisu, który wskazuje kiedy nie jest możliwe korzystanie z ww. zwolnienia. Po pierwsze, zwolnienie nie będzie mieć zastosowania w przypadkach gdy na podstawie dokumentacji prowadzonej przez organizację pożytku publicznego nie będzie możliwe określenie przeznaczenia żywności przekazanej tej organizacji. Wyłączenie to wiąże się ze zniesieniem obowiązku prowadzenia dokumentacji przez podmioty przekazujące żywność, które zostało zastąpione jedynie wymogiem posiadania dokumentów potwierdzających takie przekazanie.

Nie będzie można również skorzystać ze zwolnienia, jeżeli przekazane produkty spożywcze zostaną faktycznie wykorzystane na inne cele niż prowadzona przez daną organizację pożytku publicznego działalność charytatywną. Wiąże się to z położeniem nacisku na to, aby przekazana żywność faktycznie została zużyta na cele charytatywne, a nie tylko została w tym celu przekazana.

Reasumując, począwszy od 1 października 2013 r. przekazanie żywności na cele charytatywne może być zwolnione od opodatkowania podatkiem VAT również w przypadku gdy jest dokonane przez inny podmiot niż producent żywności. Dla stosowania przedmiotowego zwolnienia istotne jest, aby żywność rzeczywiście została zużyta na cele charytatywne.

Tomasz Kolarczyk, konsultant podatkowy ECDDP

 

Podwyżka akcyzy na alkohol nie przyniesie korzyści dla budżetu

150 mln zł straty zamiast zaplanowanych 780 mln zł dodatkowych dochodów budżetowych może przynieść w 2014 r. planowana przez rząd 15-proc. podwyżka akcyzy na napoje spirytusowe - wynika z opublikowanego w poniedziałek raportu Instytutu Sobieskiego.

Jak wskazuje Instytut, strata w wysokości 150 mln zł to wariant realny. W tym przypadku sprzedaż napojów spirytusowych spadnie w Polsce w 2014 r. o 15 proc. Wyniki raportu zostały zaprezentowane w poniedziałek na konferencji Polskiego Przemysłu Spirytusowego.

- Polski konsument jest bardzo wrażliwy na podnoszenie cen mocnych alkoholi. Po podwyżce akcyzy o 15 proc. cena półlitrowej butelki wódki z segmentu ekonomicznego będzie musiała wzrosnąć ok. 2 zł. Nasze doświadczenie wskazuje, że nawet przy 5-7-proc. wzroście cen sprzedaż tych produktów spada. Konsumenci przeniosą się gdzie indziej, a niestety duża część z nich sięgnie po nielegalny alkohol - powiedział na konferencji wiceprezes spółki Wyborowa i prezes Stowarzyszenia Polska Wódka Andrzej Szumowski.

Zdaniem eksperta Instytutu Sobieskiego Macieja Rapkiewicza, optymalnym rozwiązaniem dla budżetu państwa na rok 2014 w zakresie stawek akcyzy na wyroby alkoholowe jest podniesienie ich o 5 proc. we wszystkich segmentach. - W takim przypadku dochody budżetu państwa z akcyzy na wyroby alkoholowe wyniosłyby blisko 11,03 mld zł i byłyby wyższe od dochodów uzyskanych w wariancie stawek zaproponowanych przez resort finansów o ponad 529,6 mln zł - wskazał.

Eksperci powołują się także na informacje Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej (IERiGŻ), zgodnie z którymi po podwyżce akcyzy w Polsce jej realny poziom (tj. w cenach skorygowanych siłą nabywczą euro) będzie wyższy tylko w pięciu krajach UE - w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Grecji, Szwecji i Finlandii.

- Jak zapowiedział premier Donald Tusk, celem podwyżki o 15 proc. stawki akcyzy na napoje spirytusowe jest uzyskanie dodatkowych 780 mln zł do budżetu państwa. Bardzo byśmy chcieli, żeby te założenia resortu finansów się sprawdziły, bo to by oznaczało, że Polacy są już bogatsi niż Niemcy czy Hiszpanie, gdzie stawki akcyzy na napoje spirytusowe są niższe, a polscy producenci mogą gwałtownie podwyższać ceny i dalej się rozwijać. Niestety, jak pokazują analizy ekspertów, prognozy Ministerstwa Finansów są nierealistyczne. Tak drastyczna, jednorazowa podwyżka akcyzy na wyroby spirytusowe doprowadzi do załamania sprzedaży i napędzi utrzymująca się od kilku lat na stabilnym poziomie szarą strefę - powiedział prezes zarządu Polski Przemysł Spirytusowy Leszek Wiwała.

Wiceminister finansów Jacek Kapica tłumaczył w październiku, że podatki podnoszone są stopniowo i taka skala podwyżki jest do zaakceptowania przez konsumentów. Dodał, że resort, oprócz celów fiskalnych, uwzględnia też m.in. politykę zdrowotną państwa, a także wytyczne Unii Europejskiej.

Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy jest organizacją branżową, zrzeszającą producentów napojów spirytusowych. Jego członkami są: Akwawit-Polmos S.A., Bacardi Martini Polska, Brown Forman Polska, CEDC International, Diageo Polska, Komers International, Mazurskie Miody, Pernod Ricard Polska, PHP Wiesław Wawrzyniak, Polmos Siedlce, Polmos Żyrardów, Polmos Warszawa, PPUH Tłocznia Maurer, Stock Polska, Vinpol.

 

21.10.2013

Akcyza rośnie, dochody budżetowe spadają

Pomimo wzrostu opodatkowania wyrobów tytoniowych akcyzą, dochody z tego podatku spadają. W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy 2013 roku dochody z tytułu akcyzy od wyrobów tytoniowych zmniejszyły się o ponad 530 mln złotych w porównaniu z analogicznym okresem roku 2012, a w całym 2013 roku można spodziewać się dochodów o około 800 mln mniejszych niż rok wcześniej. Oznacza to, że polski system podatku akcyzowego od wyrobów tytoniowych jest nieefektywny - wynika z raportu Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Na polskim rynku tytoniowym od kilku lat spada liczba sprzedawanych legalnie papierosów. Według danych Komisji Europejskiej, w roku 2012 sprzedano w Polsce 52,2 mld sztuk papierosów wobec 59,3 mld sztuk rok wcześniej. W latach 2002-2008 liczba sprzedawanych w Polsce legalnie papierosów wynosiła od 75 do 100 mld sztuk, co oznacza, że od tamtego czasu rynek stopniał o 35-45 procent.

Przyczyn spadku jest kilka, ale wśród najważniejszych - zdaniem IBnGR - jest wzrost obciążeń podatkowych wyrobów tytoniowych (akcyza) i wynikający z tego wzrost cen papierosów, rozrost szarej strefy oraz zmniejszająca się liczba osób palących papierosy.

Podatek akcyzowy na papierosy składa się z dwóch części – części kwotowej i części procentowej. W roku 2013 podatek ten wynosi 31,41 procent ceny detalicznej oraz 188 złotych za każdy 1000 papierosów. Wzrost stawek podatku akcyzowego w ostatnich latach doprowadził do sytuacji, w której podatki (łącznie VAT i akcyza) stanowią obecnie w Polsce około 85 procent ceny paczki papierosów. Akcyza stanowi 65,9 procent ceny, natomiast VAT 18,7 procent ceny. Pozostałe 15,4 procent przypada w udziale producentom oraz dystrybutorom papierosów. Rząd planuje dalsze podnoszenie akcyzy na papierosy w Polsce – w roku 2014 akcyza ma po raz kolejny wzrosnąć o 5 procent.

Zdaniem Instytutu, ceny papierosów w Polsce osiągnęły poziom, który istotnie przyczynia się do spadku legalnej sprzedaży. Utrzymanie prowadzonej obecnie polityki władz fiskalnych (coroczny 5-procentowy wzrost akcyzy na papierosy) będzie przyczyniać się do dalszego spadku dochodów budżetu państwa z tego tytułu. Z analiz przeprowadzonych przez Instytut Badań nad Gospodarką Rynkowa wynika, że zmiana w latach 2014-2015 struktury opodatkowania akcyzą może złagodzić niekorzystne dla budżetu tendencje i ograniczyć spadek wpływów.

Według IBnGR, obniżenie stawki procentowej i jednoczesne podwyższenie stawki kwotowej akcyzy, spowoduje mniejszy średni wzrost cen papierosów na rynku, co ograniczy spadki na legalnym rynku. Następstwem tego będą wyższe niż obecnie wpływy do budżetu państwa. Ponadto większy udział akcyzy kwotowej zwiększy przewidywalność wpływów z tego tytułu i zmniejszy wrażliwość budżetu na potencjalne obniżki cen.

 

Przetestuj biznes w inkubatorze

W Polsce działa ponad 100 preinkubatorów i inkubatorów przedsiębiorczości. Wciąż powstają nowe. Doradzają początkującym biznesmenom i pozwalają obniżyć koszty prowadzonej działalności.

Choć faktyczny nabór rozpocznie się dopiero na początku przyszłego roku, to już osoby chcące spróbować swoich sił w biznesie mogą zgłaszać się do preinkubatora przedsiębiorczości w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym. Wymogi są znane. Park chce pomagać start-upom skoncentrowanym na rozwoju ITC, biotechnologii, multimediów czy rozwiązaniach elektronicznych. Zdecydowanie nie zaprasza przedsiębiorców nastawionych na świadczenie usług.

Łódzka Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości tworzy inkubator przedsiębiorczości. W 2012 r. dostała na niego dofinansowanie z UE w wysokości niemal 1,5 mln zł. Na działalność inkubatora przeznaczone zostanie 984,5 mkw. powierzchni. Firmom, które tu zdecydują się ulokować biznes, będzie wynajmowana na preferencyjnych warunkach. Ponadto przedsiębiorcy będą mogli liczyć na usługi doradcze, w tym z zakresu planowania kierunków eksportu i rozwoju innowacyjności, a także na finansowanie.

Podstawowa różnica między preinkubatorami a inkubatorami jest taka, że w tych pierwszych przedsiębiorca nie musi zakładać samodzielnej działalności gospodarczej. Najwięcej preinkubatorów w kraju prowadzi Akademicki Inkubator Przedsiębiorczości – ok. 50, przy czym 31 na uczelniach. Początkujący biznesmen, ponieważ formalnie nie rejestruje działalności, nie musi płacić składek ZUS. Korzysta z osobowości prawnej AIP i jako jego pion wystawia oraz odbiera faktury ze swojej działalności. Jeśli ma zyski, to płaci podatki, jednak nie bezpośrednio – z urzędem skarbowym kontaktuje się inkubator.

Możliwość rozwijania się w AIP kosztuje 250 zł miesięcznie. Odpadają koszty najmu lokalu, zakupu sprzętu biurowego, wynajęcia księgowej, a także pomocy prawnej przy konstruowaniu umów. Wszystko zapewnia AIP. To oznacza oszczędności od kilkuset złotych miesięcznie w mniejszych miejscowościach do nawet 2 tys. zł w Warszawie, gdzie same usługi księgowe to koszt 250–300 zł, niezależnie od liczby wystawionych faktur. Podobną ofertę mają inne preinkubatory w kraju. Współpraca z nimi, poza oszczędnością pieniędzy, daje także czas niezbędny do tego, by przyszły przedsiębiorca przekonał się, czy jego biznes ma sens.

Wadą preinkubatorów jest to, że zdecydowana większość nie oferuje finansowania. Łatwiej o nie w inkubatorach przedsiębiorczości, ale by się do nich dostać, trzeba mieć już własną działalność. Koszty też są nieco wyższe – niektóre np. wliczają w nie wynajem biura, choć na preferencyjnych warunkach. Jednak można w nich liczyć na wyspecjalizowane doradztwo prawne, wsparcie przy opracowywaniu biznesplanów i właśnie pomoc finansową. Inkubatory albo szukają aniołów biznesu, którzy za odstąpienie mniejszościowego pakietu udziałów – ok. 15–20 proc. – dadzą przedsiębiorcy kapitał na rozwój, albo współpracują z regionalnymi funduszami pożyczkowymi, w których firma otrzyma finansowanie na preferencyjnych zasadach. Zwykle kwoty nie są duże – do 100 tys. zł, ale w normalnych warunkach start-up bez bardzo dużych zabezpieczeń nie może liczyć na kredyt w banku większy niż kilka tysięcy złotych.

Beata Tomaszkiewicz, Infor

 

18.10.2013

MF: Tylko 42 przedsiębiorców skorzystało z ulgi na zakup nowych technologii

Rozliczając PIT za 2012 r., najwięcej osób odliczyło wydatki na internet. Duża grupa podatników skorzystała także z ulgi rehabilitacyjnej. Skierowana do przedsiębiorców rozliczających się według skali ulga na nowe technologie wciąż jest wykorzystywana tylko przez nielicznych.

Zbliża się czas na podjęcie działań optymalizujących rozliczenie za 2013 rok. Tax Care, opierając się na danych publikowanych przez Ministerstwo Finansów, sprawdził, z jakich preferencji najchętniej korzystali podatnicy rozliczając PIT za 2012 r. Dzisiaj przedstawiamy odliczenia od dochodu inne niż składki na ubezpieczenie społeczne.

Ulga internetowa z najlepszym wynikiem

Chociaż korzyści finansowe wynikające z ulgi internetowej nie są znaczne (odliczyć od dochodu można wydatki w wysokości faktycznie poniesionej i udokumentowanej, nie wyższej jednak niż 760 zł; przeciętna kwota odliczenia to 576 zł, co przy stawce 18 proc. daje oszczędność na podatku w wysokości ok. 104 zł), to jednak właśnie z niej najchętniej korzystali podatnicy, rozliczając się za 2012 rok. Odliczenia dokonało ok. 4 mln osób (tj. 16,92 proc. ogółu podatników).

Od 2013 r. z ulgi na internet mogą skorzystać tylko te osoby, które wcześniej z niej nie korzystały (będą mogły odliczać wydatki na dostęp do internetu wyłącznie przez dwa kolejne lata). Tak duża popularność tej ulgi nie wiąże się jednak z tym faktem. W poprzednich latach był to również najczęściej dokonywany rodzaj odliczenia (nie biorąc pod uwagę składek na ubezpieczenie społeczne).

Tak duże zainteresowanie tą ulgą wynika zapewne z tego, że z jednej strony jest ona skierowana do szerokiego grona podatników (np. ulga rehabilitacyjna dotyczy węższej grupy), z drugiej natomiast nie wiąże się z koniecznością poniesienia dodatkowych wydatków, jak przy odliczeniu darowizn. Aby z niej skorzystać, wystarczy pamiętać o odpowiednim udokumentowaniu.

Ulga rehabilitacyjna tuż za internetową

Ulga rehabilitacyjna jest skierowana do znacznie węższej grupy podmiotów (w zależności od rodzaju wydatków albo do osób niepełnosprawnych, albo osób, na utrzymaniu których one pozostają). Jednak to z niej korzysta druga największa grupa podatników po popularnej uldze internetowej, czyli ok. 1 mln osób (4,42 proc. ogółu podatników). Jednocześnie łączna kwota odliczeń (2,2 mln zł) jest niewiele mniejsza niż przy uldze internetowej (2,3 mln zł). Przeciętne odliczenie w tym przypadku wyniosło ok. 2 tys. zł, co pozwala zmniejszyć zobowiązanie wobec fiskusa o 385 zł (przy zastosowaniu stawki 18 proc.).

Darowizny mało popularne

Zmniejszyć dochód do opodatkowania, a w efekcie także podatek, można przekazując dochód na wskazane ustawowo cele. Nie jest to jednak często wybierany sposób. W 2012 r. darowizny odliczyło od dochodu nieco ponad 325 tys. osób (tj. zaledwie 1,36 proc. ogółu podatników). Przeciętna kwota odliczenia wyniosła 1 tys. zł, przy czym większe kwoty były odliczane przy działalności charytatywno-opiekuńczej Kościoła (tu przeciętna wyniosła ponad 3 tys. zł) niż na rzecz organizacji realizujących cele pożytku publicznego, na cele kultu religijnego lub krwiodawstwa realizowanego przez honorowych dawców (przeciętne odliczenie to 793 zł).

Taka sytuacja może wynikać z ograniczenia, jakie dotyka drugą grupę - odliczenia można dokonać w wysokości dokonanej darowizny, nie więcej jednak niż 6 proc. dochodu. W przypadku darowizny na działalność charytatywną Kościoła takiego ograniczenia nie ma.

Odliczeń wpłat na IKZE dokonało tylko 0,07 proc. podatników

Począwszy od rozliczenia za 2012 r. możliwe było obniżenie podstawy opodatkowania także dokonanymi wpłatami na indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego (IKZE). Na podatkowe rozliczenie tego rodzaju oszczędności skusiło się jednak zaledwie ok. 18 tys. osób (tj. 0,07 proc. ogółu podatników). Przeciętna kwota odliczenia wyniosła ok. 1700 zł, co w efekcie pozwoliło na zmniejszenie podatku o ok. 320 zł (przy stawce 18 proc.).

Ulga na nabycie nowych technologii prawie fikcyjna

Najmniej osób skorzystało z ulgi na nabycie nowych technologii. Chociaż w roku 2010 nastąpił nagły wzrost (uzasadniany działalnością promocyjną Ministerstwa Gospodarki czy niewielkimi możliwościami korzystania ze środków UE) i z tego rozwiązania skorzystało 399 podatników (w 2009 r. zaledwie 15, a w 2008 r. 11), to jednak w 2011 r. pojawił się już spadek do 250, a w 2012 r. warunkom, jakie trzeba spełnić, udało się sprostać tylko 42 przedsiębiorcom opodatkowanym PIT.

Tak mała liczba przedsiębiorców korzystających z tej ulgi łączy się z jednej strony z ograniczeniami w zakresie formy opodatkowania (mogą z niej skorzystać tylko firmy na skali podatkowej), jak również m.in. z koniecznością przedstawienia opinii niezależnej jednostki naukowej, potwierdzającej innowacyjność technologii i jej czas stosowania na świecie (musi być krótszy niż 5 lat). Ulga nie obejmuje też firm działających na terenie specjalnych stref ekonomicznych oraz tych, które skorzystały z unijnej dotacji na zakup nowych technologii.

Katarzyna Rola-Stężycka, Tax Care

Skarbówka znowu przegrywa

Trybunał Konstytucyjny kolejny raz zarzucił polskiemu ustawodawcy niejasność w kształtowaniu przepisów i zaniżanie standardów poprawności legislacyjnej. Tym razem Trybunał unieważnił przepisy dotyczące podstawy ustalania podatku od dochodów nieujawnionych. Okazały się one nieprecyzyjne i niejednoznaczne.

Nie wdając się w szczegóły obszernego wyroku należy zauważyć, że szczególnie restrykcyjna instytucja podatku od dochodów nieujawnionych unormowana jest w trzech lakonicznych przepisach. Dodatkowo, po kontroli konstytucyjnej, normy te okazały się nieprecyzyjne i niejednoznaczne. Trybunał podniósł, że kwestionowane przepisy w rzeczywistości tworzą jedynie szkielet represyjnej instytucji, w szczegółach kształtowanej dopiero w praktyce. W konsekwencji organy kontroli skarbowej interpretowały przepisy w sposób dowolny, zależny od potrzeb. Trybunał zarzucił organom kontrolnym, że przy ustalaniu tzw. "domiarów" nie przestrzegano zasady in dubio pro tributario (w przypadku wątpliwości zawsze na korzyść podatnika).

Orzeczenie TK a praktyka

Stwierdzenie niekonstytucyjności przepisu przez TK skutkuje jego eliminacją z systemu prawnego. W konsekwencji wykluczona jest możliwość kontynuowania dotychczasowych lub wszczynania nowych postępowań na podstawie tego przepisu.

Sądy administracyjne w całym kraju, zaraz po publikacji wyroku TK, w toczących się postępowaniach zaczęły uchylać decyzje organów podatkowych. Podatnicy ukarani tzw. "domiarem" w prawomocnie zakończonych postępowaniach mają możliwość złożenia - do 27 listopada 2013 - wniosków o wznowienie postępowania. Warto powtórzyć proces - po uchyleniu decyzji, możliwe będzie dochodzenie zwrotu zapłaconego podatku wraz z odsetkami.

Kogo dotyczy wyrok?

Trybunał uchylił wskazane przepisy ustawy obowiązującej do końca 2006 r. Nie oznacza to jednak, że decyzje w sprawie podatku od dochodów nieujawnionych wydane w latach 2007 - 2013 są prawidłowe. Trybunał uznał niekonstytucyjność całej praktyki orzeczniczej w tym zakresie. Na tej podstawie, podatnicy ukarani "domiarem" po 2006 r., również mogą składać wnioski o wznowienie postępowania.

Trybunał Konstytucyjny kolejny raz wykazał, że organy skarbowe zapominają o wartościach konstytucyjnych. Biorąc jednak pod uwagę konsekwentnie przyjazną podatnikom linię orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego można mieć nadzieję, że polski system kontroli skarbowej jest w trakcie zmian idących w dobrym kierunku. Dodając do tego spójne ze stanowiskiem Trybunału orzecznictwo sądów administracyjnych, można mieć nadzieję, że za niedługo zasada in dubio pro tributario stanie się dewizą polskiej skarbówki.

 

17.10.2013

Małe firmy postawiły na rozliczenia w sieci

Na rynku mikro firm jest już ok. 2,7 mln kont bankowych wykorzystywanych do prowadzenia działalności biznesowej. Niemal 40 proc. z badanych mikro firm określa się jako klient internetowy, a ponad połowa preferuje pojedyncze produkty bankowe - nie wybiera pakietów.

Zachowania klientów wskazują na potrzebę nowego podejścia banków do usług oferowanych mikro przedsiębiorcom - wynika z badania firmy doradczej PwC przeprowadzonego wspólnie z firmą badawczą Indicator.

Banki cyklicznie ogłaszają ekspansję w segmencie mikro firm, ale nadal brak zdecydowanych działań oraz lidera, który potrafiłby odpowiednio dostosować swoją ofertę do oczekiwań klientów. Mikro firmy to jedna z najbardziej zróżnicowanych grup klientów, ponieważ zaliczają się do nich zarówno małe przedsiębiorstwa (np. zakłady precyzyjnej aparatury pomiarowej czy firma z pełną księgowością), jaki i osoby samozatrudnione (np. hydraulik na działalności czy sprzedawca obwoźny płacący ryczałt).

W badniu PwC/Indicator jedna ósma (13 proc.) mikro fim deklaruje, że ich główny rachunek jest jednocześnie rachunkiem firmowych jak i osobistym. Prawie dwie trzecie (64 proc.) respondentów ma w tym samym banku odrębne główne rachunki: firmowy i osobisty. W sumie, więc dla niemal 80 proc. klientów jeden bank jest głównym bankiem, a jedynie jedna piąta badanych podaje, że ich główne rachunki osobiste i firmowe są w różnych bankach. 40 proc. respondentów przyznaje, że poprzez rachunek osobisty dokonuje przelewów firmowych. Wśród tej grupy aż 1/3 wykonuje ponad 50 proc. wszystkich przelewów biznesowych przez konto prywatne.

„Analizując rynek bankowy dla mikroprzedsiębiorstw, należy zwrócić uwagę, że to nie tylko
2 miliony kont firmowych, ale także przynajmniej 700 tys. rachunków osobistych, które przedsiębiorcy wykorzystują do prowadzenia swojej działalności biznesowej. Patrząc jeszcze szerzej, do rynku można zaliczyć także wszystkie konta właścicieli firm, gdyż w tym segmencie interakcja między finansami osobistymi i prywatnymi jest silna jak nigdzie indziej" – wskazuje Wojciech Ławecki, starszy menedżer w zespole ds. sektora finansowego PwC.

Niemal 40 proc. z badanych mikro firm uważa się za „klientów internetowych", którzy w zasadzie nie muszą korzystać ze stacjonarnego oddziału swojego banku.

Z kolei jedynie 24 proc. firm określa się jako „klienci oddziałowi". Mikro firmy rzadko wymagają indywidualnych rozwiązań, tylko 12 proc. oczekuje zindywidualizowanego standardu obsługi VIP, podczas gdy aż 58 proc. klientów uważa, że jest dla banku klientem standardowym.

- Ze względu na skalę działalności funkcjonowanie mikro firm na rynku bankowym przypomina bardziej klienta detalicznego, jednakże ta grupa wymaga specyficznego podejścia - znacząco różnego zarówno od klienta korporacyjnego jak i detalicznego - mówi Krzysztof Marszałek, menedżer w zespole ds. sektora finansowego PwC.

Oferty bankowe często nie odpowiadają potrzebom i oczekiwaniom klientów. Oto powody:
Ponad połowa mikro przedsiębiorców preferuje pojedyncze produkty bankowe – nie wybiera pakietów. Tylko 26 proc. mikro firm deklaruje pakiety, jako preferowany sposób zakupu usług bankowych. 67 proc. mikro firm nie korzysta z kredytów bankowych. 44 proc. firm preferuje kredyty szybkie i krótkie, a 37 proc. woli zdecydowanie dłuższe, tańsze finansowanie w oparciu o zabezpieczenie.

Firmy planujące inwestycje w ciągu najbliższych 12 miesięcy jako źródło finansowania w większości wskazują środki własne (61 proc.). W przypadku braku środków chętniej skorzystają z kredytu bankowego (60 proc.), niż z pożyczek rodzinnych (16 proc.).
40-50 proc. klientów deklaruje zainteresowanie różnego typu poradami ze strony banku, jednak nie chcą za nie płacić - wskazuje na to aż 71 proc. respondentów, tylko 15 proc. deklaruje gotowość do ponoszenia dodatkowych kosztów.

- Banki powinny dostrzec zróżnicowanie mikro firm i odejść od przeładowanych pakietów dla mikro, małych, średnich firm, ale także dla klientów zamożnych. Kluczowe jest zaproponowanie coraz bardziej wymagającym klientom produktów odpowiadających ich rzeczywistym potrzebom, za które są gotowi zapłacić. Mikroprzedsiębiorca potrzebuje głównie standardowej, ale sprawnej i niezawodnej obsługi, najlepiej drogą internetową - wskazuje Wojciech Ławecki.

Według szacunków PwC mikro firmy wydają na usługi bankowe niemal 1,5 mld rocznie - rynek jest na tyle szeroki, że stwarza możliwość generowania zysku dla banków z każdej branży. W ostatnich latach dynamicznie rośnie udział firm usługowych, które wydają na usługi bankowe najwięcej, bo ponad 300 mln zł rocznie. Na drugim miejscu znajdują się firmy produkcyjne, których koszty usług bankowych to ponad 250 mln zł rocznie.

- W poszukiwaniu zysków banki powinny uważniej patrzeć na firmy usługowe i produkcyjne, nie zapominając jednak o ryzyku, które w tych branżach nie jest najniższe - dodaje Wojciech Ławecki. Mikro przedsiębiorcy są świadomi ryzyka i zagrożeń związanych z działalnością. Aż 66 proc. badanych mikro firm dopuszcza ryzyko niewypłacalności - w tej grupie 5 proc. uważa niewypłacalność za coś normalnego. Mimo trudności związanych z prowadzeniem firmy trwają w swoim wyborze, aż 64 proc. respondentów nie zdecydowałoby się na pracę etatową w dużej firmie, podczas gdy jedynie 18 proc. byłoby gotowych na taką zmianę.

- Polacy są nie tylko przedsiębiorczy, ale także świadomi ryzyka i wysiłku, jaki wiąże się z prowadzeniem własnej działalności. Badanie pokazuje istotną zmianę w mentalności właścicieli mikroprzedsiębiorstw – jeszcze kilka, kilkanaście lat temu bankructwo było czymś nieakceptowalnym - dziś dla wielu firm ryzyko niewypłacalności jest dopuszczalne, niejednokrotnie traktowane nawet jako pozytywne zdarzenie w kontekście budowania doświadczenia biznesowego" - podkreśla Krzysztof Marszałek.

Zakres badania został opracowany przez zespół ekspertów PwC pod kątem rynku bankowego dla mikroprzedsiębiorstw o obrotach do 5 mln zł rocznie.

Money.pl

 

Innowacyjność w Polsce

W porównaniu do wcześniejszego okresu (2009-2011) nowe lub istotnie ulepszone innowacje produktowe albo procesowe wprowadziło tylko o 0,4 pkt proc. firm przemysłowych więcej. W przypadku sektora usługowego wzrost był minimalnie wyższy (z 11,6 do 12,4 proc.).

„W ramach innowacji produktowych, nowe lub istotnie ulepszone wyroby wprowadziło 10,5 proc. przedsiębiorstw przemysłowych, natomiast nowe lub istotnie ulepszone usługi – 4,8 proc. przedsiębiorstw z sektora usług. Spośród innowacji procesowych w przedsiębiorstwach przemysłowych dominowały nowe metody wytwarzania wyrobów (9,7 proc.), a w sektorze usług – nowe metody wspierające procesy w przedsiębiorstwach (6,6 proc.)” – czytamy w raporcie.

Zdecydowanie najwięcej innowacji w przemyśle wprowadzono w działach: – wytwarzanie i przetwarzanie koksu i produktów rafinacji ropy naftowej (52,3 proc. przedsiębiorstw z branży); – produkcja podstawowych substancji farmaceutycznych oraz leków i pozostałych wyrobów farmaceutycznych (44,8 proc.).

Z przedstawionych przez GUS danych wynika, że w ubiegłym roku nakłady na działalność innowacyjną wyniosły w przemyśle łącznie 21,5 mld zł, a w usługach – 15,1 mld zł. Większość pieniędzy (69-74 proc.) pochodziła ze środków własnych firm.

„W 2012 r. udział przychodów ze sprzedaży produktów nowych lub istotnie ulepszonych wprowadzonych na rynek w latach 2010-2012 w przychodach ogółem w przedsiębiorstwach przemysłowych wyniósł 9,2 proc., natomiast w sektorze usług – 3,1 proc.” – podaje GUS.

 

16.10.2013

Firmy składają kaucje gwarancyjne, by nie stracić klientów

57 firm złożyło przez pół miesiąca kaucję gwarancyjną, by nie stracić klientów po wejściu w życie nowych przepisów o VAT dotyczących dostaw niektórych wyrobów stalowych, paliw i złota - wynika z wykazu publikowanego na stronie Ministerstwa Finansów.

Złożone kaucje wynoszą od 200 tys. zł do 3 mln zł - tyle, ile przewidują nowe przepisy ustawy o VAT. Zostały złożone przez różnych podatników - od osób fizycznych prowadzących samodzielnie działalność gospodarczą, po spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjne.

Ministerstwo Finansów rozpoczęło publikowanie wykazu po tym, jak 1 października weszły w życie nowe przepisy o VAT mające zwalczać oszustwa podatkowe przy dostawach tzw. towarów wrażliwych, np. wyrobów stalowych. W ramach tych zmian został rozszerzony tzw. mechanizm odwrotnego obciążenia VAT - polegający na tym, że z podatku rozlicza się nabywca, a nie sprzedawca.

Nie dla wszystkich transakcji jednak wprowadzono taki mechanizm. Tam, gdzie nie było to możliwe, Sejm wprowadził inne rozwiązanie - solidarną odpowiedzialność podatkową kupującego za zobowiązania podatkowe sprzedawcy. Dotyczy to dostaw takich towarów jak: paliwa, złoto nieobrobione i niektóre wyroby stalowe (nieobjęte mechanizmem odwrotnego obciążenia).

Firmy, które nie chcą stracić z tego powodu klientów, mogą złożyć tzw. kaucję gwarancyjną. W takiej sytuacji kupujący nie będzie odpowiadał za podatek sprzedawcy, który złożył kaucję gwarancyjną. Kaucja jest zabezpieczeniem zapłaty podatku. Może być nią depozyt pieniężny złożony na rachunek urzędu skarbowego, gwarancja bankowa lub ubezpieczeniowa albo pisemne, potwierdzone i nieodwołalne upoważnienie organu podatkowego do dysponowania pieniędzmi na rachunku firmy.

 

Polityka akcyzowa jest zbyt agresywna

- Resort finansów prowadzi zbyt agresywną politykę akcyzową - stwierdził podczas środowej debaty prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Cezary Kaźmierczak. Chodzi o planowane podwyżki akcyzy na wyroby tytoniowe oraz na alkohol.

Ministerstwo Finansów chce zwiększyć akcyzę od 1 stycznia 2014 r. na wyroby tytoniowe o 5 proc., a na alkohol - o 15 proc. Wiceminister finansów Jacek Kapica tłumaczył w środę podczas spotkania z przedstawicielami ZPP, że podatki podnoszone są stopniowo i taka skala podwyżki jest do zaakceptowania przez konsumentów. Dodał, że resort, oprócz celów fiskalnych, uwzględnia też m.in. politykę zdrowotną państwa, a także wytyczne Unii Europejskiej.

Jeżeli resort będzie zwiększał podatki, to dochody budżetu z tego tytułu będą spadać - zaznaczył Kaźmierczak, przywołują tzw. krzywą Laffera. Zgodnie z tym modelem ekonomicznym, istnieje optymalny poziom opodatkowania. Opodatkowanie wyższe od optymalnego nie zwiększa wpływów do budżetu, co więcej - wpływy te spadają.

Podniesienie akcyzy nie podoba się branży tytoniowej i spirytusowej. Według Grzegorza Wargockiego z Polskiego Stowarzyszenia Przemysłu Tytoniowego, budżet nie będzie miał więcej pieniędzy ze sprzedaży papierosów, ale także istnieje ryzyko rozszerzenia szarej strefy. Zagrożeniem jest też - jak tłumaczył - nielegalna sprzedaż liści tytoniowych przeznaczonych do samodzielnego robienia papierosów. Powiedział, że takie wyroby stanowią 15 proc. rynku tytoniowego w naszym kraju.

W opinii prezesa Związku Pracodawców Polskiego Przemysłu Spirytusowego Leszka Wiwały, budżet nie osiągnie w przyszłym roku planowanych dochodów ze sprzedaży alkoholu. Powołał się przy tym na opinię Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Podkreślił, że polski konsument jest bardzo wrażliwy na podnoszenie cen wyrobów alkoholowych, dlatego może wzrosnąć szara strefa. Dodał, że wszystkie kraje sąsiednie mają niższe stawki akcyzy na wyrobu spirytusowe niż Polska. Argumentował, że branża spirytusowa ma najniższą rentowność ze wszystkich działów przemysłu spożywczego, a w 2011 r. poniosła ponad 300 mln zł stratę.

Wiwała powołując się na dane GUS wskazał, że w ubiegłym roku statystyczny Polak wypił 6 litrów wina, 8 litrów wyrobów spirytusowych i prawie 100 l piwa. Oznacza to, że 60 proc. alkoholu etylowego jest spożywane w postaci piwa. Czy są badania, które pokazywałyby, że alkohol wypity w piwie jest mniej szkodliwy niż wódce? - pytał przedstawiciel branży spirytusowej.

Wiceminister Kapica uważa, że planowane regulacje zwiększą wpływy do budżetu. Tłumaczył, że podniesienie akcyzy na papierosy jest spowodowane spadkiem sprzedaży wyrobów tytoniowych i ma zapewnić ten sam poziom wpływów do budżetu, co w poprzednich latach. Natomiast zwiększenie podatku na wyroby alkoholowe wynika z inflacji i wzrostu siły nabywczej ludności. Jak mówił, akcyza na alkohol nie była podnoszona od 2009 r.; w tym czasie inflacja wyniosła 14 proc., a siła nabywcza wzrosła o 13,5 proc.

Wiceminister zaznaczył, że szara strefa jest zjawiskiem ekonomicznym i przy wysokim opodatkowaniu określonych artykułów zawsze będzie istnieć. Ocenił, że w Polsce nie jest ona duża. W przypadku papierosów sięga 13 proc. i praktycznie od lat nie zmienia się. Zauważył, że podnoszenie akcyzy powoduje także wzrost ceny papierosów na "czarnym" rynku. Czyli - jak mówił - cel społeczny jest osiągnięty, bo mniej osób sięga po papierosy. Szara strefa w przypadku alkoholu wynosi 9,5 proc. Wiceminister zapewnił, że ministerstwo w dalszym ciągu będzie uszczelniać przepisy i ograniczać szarą strefę.

 

15.10.2013

Składki ZUS i podatki. Co grozi, jak nie zapłacisz?

Problemy finansowe w firmie mogą spowodować problemy z terminową zapłatą podatków i składek ZUS. Płacenie po terminie naraża przedsiębiorcę na rozmaite konsekwencje – począwszy od odsetek, a skończywszy na karach nakładanych przez sądy lub urzędników skarbowych. Aby ich uniknąć przedsiębiorca może złożyć wniosek o odroczenie, rozłożenie na raty lub umorzenie zobowiązań wobec państwa.

Przedsiębiorcy mają obowiązek terminowo regulować nałożone na nich podatki i opłaty. Są to składki ZUS, zaliczki na podatek dochodowy, VAT oraz inne opłaty związane z działalnością. Każde opóźnienie w zapłacie tych zobowiązań wobec państwa niesie ze sobą rozmaite konsekwencje, z których jako pierwsza pojawia się konieczność zapłaty odsetek. Ich wysokość zależy od liczby dni zaległości i wysokości zaległej kwoty, a także stawki odsetek w przepisach. Wynik zaokrągla się do pełnych złotych. Ponieważ stawka odsetek często się zmienia, odsetki najlepiej obliczać w gotowych kalkulatorach dostępnych w Internecie.

Warto jednak pamiętać, że nie ma obowiązku zapłaty odsetek, jeżeli ich wysokość nie przekroczy kwoty 6,60 zł (czyli trzykrotności opłaty pobieranej przez Pocztę Polską za nadanie listu poleconego). Np. zaleganie z kwotą 1000 zł przez 20 dni sprawia, że odsetki wynoszą 5,47 zł co zaokrągla się do 5 zł. Takich odsetek nie trzeba płacić. Jednak odsetki to niejedyna konsekwencja zaległości podatkowych. Organy państwowe mają dodatkowe możliwości egzekwowania zobowiązań.

Inne konsekwencje zalegania z zapłatą zobowiązań wobec państwa

Mimo że odsetki od zaległości podatkowych mogą wydawać się stosunkowo niskie, regularne niepłacenie podatków w terminach i tak może okazać się groźne dla podatnika. Jeżeli zaległości pojawiają się często, to taki proceder może zostać uznany przez organy podatkowe za tzw. uporczywe niepłacenie podatków. Jest to wykroczenie skarbowe, za które grozi kara grzywny w maksymalnej wysokości 20-krotności minimalnego wynagrodzenia. Oprócz tego, urzędy wzywają pisemnie do uregulowania zaległości. Każde upomnienie wiąże się z nałożeniem na przedsiębiorcę kosztów tego upomnienia. Ich wysokość to zazwyczaj 8,8 zł za każde pismo.

A co w sytuacji, gdy mimo wezwania przedsiębiorca nie zapłaci? Wówczas wobec dłużnika państwa zostanie wszczęte postępowanie egzekucyjne. W trakcie tego postępowania przedsiębiorcy może zostać zablokowany rachunek bankowy, a także zostanie wszczęta egzekucja na majątku firmy. Egzekucja taka zazwyczaj przeprowadzana jest przez dział egzekucji danego urzędu. Jej koszty ponosi przedsiębiorca.

Wszczęcie egzekucji i częstotliwość wysyłania przypomnień zależy od konkretnego urzędu. Pod uwagę bierze się zwykle także, czy sytuacja ma miejsce po raz pierwszy oraz to, jak dawnych okresów dotyczą zaległości. Jednak przedsiębiorcy, którzy regularnie spóźniają się z terminową zapłatą podatków mogą spodziewać się, że już następnego dnia po terminie zapłaty zostanie wobec nich wszczęte postępowanie egzekucyjne. Przedsiębiorcy, którzy z różnych powodów mają problemy z zapłatą zobowiązań publicznoprawnych mogą rozważyć możliwość skorzystania z ulg w ich opłacaniu.

Zapłatę podatków i składek ZUS można odroczyć lub rozłożyć na raty

W określonych przypadkach zapłatę podatku i składek ZUS można odroczyć lub rozłożyć na raty. Niekiedy (choć bardzo rzadko) pojawia się nawet możliwość umorzenia zobowiązań, jak było w przypadku tegorocznej abolicji ZUS. Preferencje te dotyczą zarówno kwoty samego zobowiązania, jak i odsetek od nieterminowych zapłat i opłat prolongacyjnych (opisanych poniżej). Niestety, z powyższych możliwości nie można skorzystać, gdy zaległość dotyczy składek na ubezpieczenie emerytalne opłacane za pracowników.

Aby skorzystać z ulg w płatnościach podatków i składek ZUS przedsiębiorca musi złożyć pisemny wniosek do właściwego urzędu. Do ZUS-u można złożyć wniosek elektronicznie za pomocą portalu PUE, zaś do urzędu skarbowego wniosek trzeba złożyć osobiście. Podanie powinno zawierać przyczyny dla, których przedsiębiorca ubiega się o rozłożenie zobowiązań na raty lub ich odroczenie. Razem z wnioskiem trzeba złożyć m.in. dokumentację zaświadczającą o sytuacji finansowej firmy. Urząd może również zażądać dodatkowych dokumentów, aby uwiarygodnić sytuację przedsiębiorstwa.

Urząd ma dwa miesiące na rozpatrzenie podania o rozłożenie na raty lub odroczenie zapłaty. W trakcie tego czasu zostaje zbadana sytuacja finansowa przedsiębiorcy. Złożenie wniosku wstrzymuje naliczanie odsetek za zwłokę i postępowanie egzekucyjne. Jednak należy pamiętać, że naliczanie odsetek i egzekucja zostają wstrzymane tylko w przypadku pozytywnego rozpatrzenia wniosku. W razie odmowy postępowanie egzekucyjne zostaje wznowione, a odsetki są dalej naliczane. W przypadku odroczenia i rozłożenia na raty, przedsiębiorca zamiast odsetek od zaległości podatkowej płaci opłatę prolongacyjną. Opłata ta wynosi połowę stawki odsetek od zaległości podatkowej.

Sebastian Bobrowski, inFakt

 

Co czwarty przetarg publiczny w Polsce może być ustawiony

Blisko jedna czwarta (23 proc.) organizowanych w Polsce przetargów publicznych może być zagrożona korupcją. Najpowszechniejszymi nadużyciami są zmowy cenowe i łapownictwo – wynika z raportu pn. „Public Procurement: costs we pay for corruption”, przygotowanego przez Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć (OLAF) i firmę doradczą PwC na zlecenie Komisji Europejskiej.

Szacunki przedstawione w raporcie pokazują, że zagrożonych korupcją może być w Polsce od 19 do 23 proc. przetargów. To wyraźnie więcej niż np. w Holandii (1 proc.) oraz we Francji (2-3 proc.). Najgorzej wśród badanych państw wypadła Hiszpania (34-41 proc.). Najczęściej występującymi nadużyciami w przetargach publicznych nad Wisłą są zmowy cenowe (52 proc.), łapownictwo (32 proc.), konflikt interesów na linii zamawiający-wykonawca (11 proc.) oraz celowe zaniechania (5 proc.).

– Wynik, jaki uzyskała Polska w badaniu plasuje nasz kraj w środku stawki. Jest to rezultat wyraźnie lepszy od uzyskanych przez inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, w których korupcja wydaje się być o wiele większym problemem niż u nas. Nie należy jednak ulegać złudzeniu, że problem korupcji nas nie dotyczy. Jak wynika z naszych doświadczeń biznesowych, polskie firmy są nadal narażone na korupcję, zmienia się jedynie forma tego zjawiska, nie zaś jego skala – ocenia ekspert PwC, Marcin Klimczak.

Autorzy raportu wskazują, że sytuację poprawić może kilka czynników. Ograniczaniu korupcji sprzyjają głównie duża liczba złożonych ofert i zaangażowanie środków pochodzących z funduszy unijnych. Odwrotne skutki przynosi m.in. skrócanie okresu, w jakim wykonawcy mogą składać oferty.

– Szczególnie istotne jest zwiększenie transparentności przetargów publicznych np. poprzez udostępnianie dokumentacji przetargowej do publicznej wiadomości. Nie bez znaczenia są także kompetencje osób odpowiedzialnych za kontrolę procesów przetargowych na poziomie centralnym. Dlatego też jedną z rekomendacji zawartą w badaniu jest inwestowanie w ich szkolenie i rozwój kompetencji urzędników państwowych – dodaje Klimczak.

Badanie przeprowadzono w ośmiu państwach członkowskich Unii Europejskiej: Francji, Hiszpanii, Holandii, Rumunii, Polsce, we Włoszech, na Litwie oraz Węgrzech.

 

Zmiany w Ordynacji podatkowej i ustawie o kontroli skarbowej

W ubiegłą sobotę weszła w życie nowelizacja Ordynacji podatkowej i ustawy o kontroli skarbowej. Nowe regulacje dotyczą przede wszystkim wymiany informacji podatkowych między administracją polską a jej odpowiednikami z pozostałych państw członkowskich Unii Europejskiej.

Nowela wprowadza do polskiego prawa zapisy dyrektywy unijnej z 15 lutego 2011 r. w sprawie współpracy w dziedzinie opodatkowania, która ma w założeniu zwiększyć efektywność systemów i ściągalność podatków oraz wzmocnić ochronę przed podatkowymi oszustwami.

Uproszczone zostaną zasady rozpoczynania oraz prowadzenia jednoczesnych kontroli w Polsce i poza jej granicami. Kontrola nie będzie wymagała już zawarcia specjalnego porozumienia. Wystarczy uzgodnienie sprawy między odpowiednimi organami podatkowymi. Zawarcie porozumienia będzie natomiast konieczne przy dopuszczeniu przedstawicieli obcych organów do udziału w kontrolach prowadzonych przez polskich urzędników.

Jak wynika z nowych przepisów, organy podatkowe mają wymieniać tylko istotne informacje w sprawie podatków, które stanowią dochód budżetu państwa i samorządów. „Współpraca nie będzie dotyczyła informacji o podatku VAT, cłach i podatku akcyzowym, a także składkach na ubezpieczenie społeczne, opłacie skarbowej, należnościach wynikających z umów, w tym wynagrodzeniach za usługi użyteczności publicznej” – tłumaczy projektodawca.

Zmiany wprowadza ustawa z dnia 30 sierpnia 2013 r. o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz ustawy o kontroli skarbowej (Dz. U. z 2013 r. poz. 1145). Nowelizacja weszła w życie 12 października 2013 r.

 

14.10.2013

Ulga podatkowa dla przedsiębiorców na innowacje

Do Sejmu wpłynęła poselska autopoprawka do projektu nowelizacji CIT, który przewiduje zastąpienie ulgi na technologie kredytem na innowacje. Kredyt ma być dostępny również dla osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, które są podatnikami PIT.

W maju 2013 r. do Sejmu wpłynął poselski projekt zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych, który zakłada zmiany w zakresie ulgi na nowe technologie. Celem przedstawionego projektu jest zastąpienie obecnej ulgi na nowe technologie instytucją kredytu na innowacje. Uzyskanie kredytu na innowacje obciążone będzie znacznie mniejszymi rygorami w porównaniu z uzyskaniem ulgi na nowe technologie, a co więcej - zwielokrotnieniu ulegnie wysokość kwoty odliczanej od podatku z tytułu nakładów na inwestycje w innowacyjność.

W opinii projektodawców wprowadzenie do polskiego prawa instytucji kredytu na innowacje przyczyni się do wzrostu poziomu innowacyjności polskiej gospodarki, a tym samym do długofalowego rozwoju polskich przedsiębiorstw na rynku krajowym, jak i międzynarodowym oraz wyeliminuje z polskiego ustawodawstwa instytucję prawną, która z racji swej wadliwej konstrukcji nie spełnia należycie swojej roli.

Wczoraj posłowie wnieśli autopoprawkę do projektu, która ma na celu rozszerzenie zakresu podmiotowego podatników objętych prawem do ulgi podatkowej. Proponowane zmiany mają objąć również podatników prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą, którzy opłacają podatek PIT.

Z projektu usunięto zmianę art. 9 ust. 1 ustawy o CIT odnoszącą się do obowiązujących przepisów dotyczących prowadzenia ewidencji środków trwałych i wartości niematerialnych. Autopoprawka objęła również zmianę definicji badań i prac rozwojowych, które dają podstawę do skorzystania z kredytu na innowacje.

 

UOKiK: Szybsze decyzje, zwolnienia z kar.

Eliminowanie praktyk szkodliwych dla gospodarki – to główny cel nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Nowe przepisy przynoszą korzystne rozwiązania dla przedsiębiorców. Zyskają oni możliwość szybszego wydania decyzji w sprawach kontroli koncentracji, ponadto większa liczba podmiotów będzie mogła liczyć na zwolnienie z kary finansowej. Projekt zmian trafił do Sejmu.

Po 20 latach obowiązywania prawa antymonopolowego zaszła konieczność jego dostosowania do obecnej rzeczywistości gospodarczej. UOKiK stworzył projekt nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów. Najważniejsze proprzedsiębiorcze zmiany to:

1. Decyzje w sprawie fuzji będą wydawane szybciej

Obecnie, niezależnie od stopnia skomplikowania sprawy, postępowanie w sprawie fuzji lub przejęcia powinno zakończyć się w ciągu dwóch miesięcy. Nowelizacja wprowadza dwuetapową procedurę analizowania wniosków - proste sprawy rozpatrywane będą w ciągu miesiąca, natomiast bardziej złożone przez dodatkowe cztery miesiące. Takie rozwiązanie stosuje Komisja Europejska oraz wiele krajowych urzędów.

Z doświadczenia Urzędu wynika, że zdecydowana większość postępowań zakończy się w pierwszym etapie. Pozwoli to przede wszystkim na szybsze uzyskanie zgody na koncentrację. Natomiast w skomplikowanych przypadkach przedsiębiorcy będą mieli większą pewność co do terminu wydania decyzji, a tym samym możliwość dostosowania swoich planów biznesowych.

2. Ułatwienia w przypadku decyzji warunkowych

Przedsiębiorca będzie mógł wnioskować o utajnienie części warunkowej zgody na połączenie. To postulat biznesu - przedsiębiorcy zwracali uwagę, że wiedza potencjalnych nabywców, na przykład na temat terminów sprzedaży spółek zależnych albo części mienia, obniża ich wartość rynkową. Dzięki zmianom informacje o terminie wykonania warunku będą mogły być utajnione.

3.Przedsiębiorcy wcześniej dowiedzą się, że transakcja jest szkodliwa dla rynku

Przedsiębiorca jeszcze w toku trwającego postępowania pozna przewidywany kierunek rozstrzygnięcia, w tym zastrzeżenia Urzędu. Podczas prowadzonego postępowania będzie mógł odnieść się do nich, a nawet zmodyfikować zakres koncentracji, tak aby uniknąć decyzji zakazującej transakcji.

4. Większa liczba podmiotów dostanie szansę zwolnienia z kary za udział w zmowie

Korzystne dla przedsiębiorców będą również zmiany w programie łagodzenia kar leniency, który umożliwia uczestnikowi niedozwolonego porozumienia uniknięcie lub obniżenie sankcji finansowej w zamian za współpracę z Urzędem i dostarczenie informacji na temat zmowy.

Obecnie tylko podmiot, który jako pierwszy poinformuje Urząd o niedozwolonych praktykach, może liczyć na całkowite zwolnienie z kary – pozostali na obniżenie sankcji. Wprowadzone rozwiązanie, tzw. leniency plus umożliwi przedsiębiorcy, który złoży wniosek jako drugi lub kolejny, uzyskanie dodatkowego obniżenia kary o 30 proc, jeśli poinformuje Urząd o innej zmowie, której również był uczestnikiem. W tej drugiej sprawie będzie miał status pierwszego wnioskodawcy i uniknie w niej kary finansowej.

5. Przedsiębiorcy unikną ponownego naruszenia przepisów

Pozytywne z punktu widzenia profesjonalnych uczestników rynku są również tzw. środki zaradcze (ang. remedies). W decyzji kończącej postępowanie UOKiK będzie miał możliwość wskazania przedsiębiorcy, jakie działania ma podjąć w celu usunięcia skutków naruszenia lub zaprzestania niedozwolonej praktyki. Przedstawiciele biznesu często zgłaszali potrzebę jasnego wskazania sposobu wykonania decyzji, dzięki czemu będą mogli uniknąć ponownego naruszenia przepisów i kolejnej kary finansowej. Propozycja, która znalazła się w projekcie ustawy, w pełni realizuje ten postulat.

To nie jedyne zmiany, jakie planowane są w nowych przepisach. Na uwagę zasługuje również m.in. możliwość dobrowolnego poddania się karze czy sankcje finansowe dla osób zarządzających przedsiębiorstwem, które są odpowiedzialne za naruszenie prawa. Projekt ustawy jest obecnie przedmiotem prac w Sejmie. Był to także główny temat konferencji pt. Skuteczniejsza ochrona konkurencji – propozycje zmian w prawie, którą zorganizował Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Odbyła się ona w Lublinie, 10 października br. Na temat nowelizacji przepisów antymonopolowych dyskutowali przedstawiciele UOKiK, Komisji Europejskiej, zagranicznych urzędów antymonopolowych, przedsiębiorców i organizacji ich zrzeszających, środowisk naukowych ekspertów prawa konkurencji.

- Wierzę, że wprowadzone zmiany będą służyły przede wszystkim przedsiębiorcom, których dotyczą praktyki ograniczające konkurencję. Funkcjonowanie przedsiębiorców powinno odbywać się w warunkach wolnej konkurencji i to jest główny cel działań Urzędu. Nigdy nie było naszym zadaniem utrudniać, ale strzec. Wiem, że z konferencji wyjdziemy bogatsi o doświadczenie i wiedzę, które pozwolą nam na skuteczniejszą ochronę konkurencji - powiedziała podczas spotkania dyrektor Delegatury UOKiK w Lublinie Ewa Wiszniowska.

 

Wyniki badań: Biznesmen na męża?

Zdaniem aż 27,3 proc. Polek najbardziej pożądanym kandydatem na męża jest przedsiębiorca. Najmniej atrakcyjnym celem dla pań planujących zamążpójście są natomiast związkowcy. Z ogólnopolskiej reprezentatywnej grupy kobiet jako preferowanego kandydata na męża/partnera dla siebie lub swojej córki nie wybrała go żadna respondentka.

Na przełomie września i października 2013 r. Dom Badawczy Maison i Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna, na zlecenie Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej oraz Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, przeprowadzili badania ankietowe mające na celu sprawdzenie postrzegania przedsiębiorców i związkowców na tle innych grup społecznych.

Spośród ośmiu badanych profesji (lekarze, przedsiębiorcy, prawnicy, żołnierze, nauczyciele, urzędnicy, związkowcy i politycy) grupą o zdecydowanie najlepszym wizerunku wśród polskich kobiet są lekarze – 89 proc. Polek uważa, że jest to bardzo pożyteczny zawód, a osoby go wykonujące zasługują na szacunek (tego zdania jest 71 proc. Polek). Na drugim miejscu pod względem ogólnej oceny znaleźli się przedsiębiorcy, a dalej prawnicy i żołnierze. 71 proc. Polek uważa, że przedsiębiorca to pożyteczny zawód. Natomiast pod względem wzbudzania szacunku przedsiębiorców wyprzedzają lekarze, żołnierze i nauczyciele. Interesujące jest to, że przedsiębiorcy jako grupa zawodowa wzbudzają zdecydowanie większe zaufanie niż takie zawody zaufania publicznego jak urzędnicy, związkowcy czy politycy.

Grupami, które wypadły w tym rankingu najgorzej, są natomiast politycy i związkowcy. Zaledwie 14,3 proc. Polek uważa pierwszą z tych profesji za pożyteczną, a aż 69 proc. jest innego zdania. Podobnie ze związkowcami – zdecydowanie więcej respondentek odbiera to zajęcie jako niepożyteczne (48 proc.) niż pożyteczne (23 proc.). Jeszcze gorzej jest jeśli chodzi o postrzeganie ich zawodów jako zasługujących na szacunek. Polityków szanuje zaledwie 6,6 proc. Polek, związkowców – 22,6 proc. Co ciekawe, ci ostatni są szczególnie słabo postrzegani wśród pań powyżej 35. roku życia.

A kogo Polki chciałyby na męża dla córki? Tu zdecydowanie wygrywają: lekarz (29,2 proc.), prawnik (23 proc.), a na trzecim miejscu jest przedsiębiorca (18 proc.). Znikomy odsetek polskich kobiet życzyłby natomiast swoim córkom męża żołnierza (2,5 proc.) czy nauczyciela (2 proc.) – mimo że zawody te są postrzegane jako pożyteczne, a osoby je wykonujące wzbudzają szacunek. Jak widać, w tym przypadku zaczynają prawdopodobnie liczyć się pozycja społeczna i zarobki. Okazuje się, że najbardziej pożądanym kandydatem na męża jest przedsiębiorca. Aż 27,3 proc. pań wskazało tę grupę, która wyprzedziła nawet lekarzy (18,4 proc.).

 

11.10.2013

Firmy coraz częściej sprzedają faktury

Coraz więcej firm zmaga się z problemem opóźniania płatności. W efekcie kłopoty z długami ma np. o 21 proc. przedsiębiorstw transportowych więcej niż w roku 2012. Jak się okazuje, obecnie firmy częściej decydują się na sprzedaż faktur jeszcze przed datą wymagalności.

Z badania przeprowadzonego przez firmę windykacyjną EGB Finanse wynika, że mikro i małe przedsiębiorstwa, aby prowadzić bieżącą działalność, zmuszone są do opóźniania spłaty obciążeń podatkowych czy składek na ZUS. Robi tak aż 21 proc. firm z tego sektora. Jeszcze więcej, bo 39 proc., odwleka termin zapłaty za towary i usługi kupione od dostawców.

Problem widoczny jest szczególnie mocno w branży transportowej (TSL). Dane Krajowego Rejestru Długów BIG pokazują, iż z zadłużeniem zmaga się aktualnie aż o 21 proc. więcej przewoźników niż w roku poprzednim. Łączna wartość zadłużenia przekracza już kwotę 280 mln zł. Zdecydowaną większość długów (88 proc.) stanowią zobowiązania przeterminowane o co najmniej 12 miesięcy.

– W ciągu ostatniego roku z faktoringu skorzystało zaledwie 6 proc. mikroprzedsiębiorców z branży TSL. Dla mikro i małych firm barierą nie do pokonania są najczęściej związane z tym koszty i wymagania dotyczące minimalnego stażu na rynku, poziomu obrotów bądź utrzymywania bieżącej płynności finansowej – mówi prezes zarządu EGB Finanse, dr Krzysztof Matela.

Jak tłumaczy dr Matela, w konsekwencji pogorszenia się sytuacji gospodarczej coraz więcej firm korzysta z możliwości sprzedaży faktur. Najczęściej z tego rozwiązania korzystają przewoźnicy. Przykładowo, aż 70 proc. faktur nabytych w I półroczu 2013 r. przez EGB Finanse pochodziło właśnie z tej branży. Zazwyczaj były to faktury o wartości ok. 4 tys. zł, w 30 dniu przed terminem wymagalności.

 

Pracodawcy dostaną wsparcie z FGŚP z opóźnieniem

W pierwszej połowie roku rząd przedstawił projekt nowej ustawy antykryzysowej, która ma wprowadzić kilka rozwiązań na rzecz ochrony miejsc pracy, w tym m.in. dopłaty z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Pierwotnie ustawa miała wejść w życie już jesienią, ale na razie jest dopiero po drugim czytaniu sejmowym.

Przedsiębiorcy będą mogli ubiegać się o wsparcie z FGŚP – w postaci bezpośredniej pomocy finansowej – na dopłaty do płac pracowników.

„Pieniądze byłyby przyznawane bezzwrotnie na zasadzie pomocy de minimis. Proponowane rozwiązania mają działać w okresie wprowadzonego przez przedsiębiorcę przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Będą mogli z nich skorzystać pracodawcy, u których nastąpił spadek obrotów gospodarczych” – tłumaczą projektodawcy.

Warunkiem otrzymania wsparcia będzie udokumentowanie spadku sprzedaży w kolejnych 6 miesiącach (w czasie 12 miesięcy przed dniem złożenia wniosku). Obroty będą musiały być mniejsze o minimum 15 proc. rok do roku.

„Przedsiębiorca będzie mógł otrzymać pieniądze na: częściowe zaspokojenie wynagrodzeń za czas przestoju ekonomicznego, częściowe zrekompensowanie wynagrodzeń z tytułu obniżenia wymiaru czasu pracy oraz opłacenie składek na ubezpieczenia społeczne pracowników należnych od pracodawcy. Środki z FGŚP będą przyznawane maksymalnie na 6 miesięcy” – informują autorzy projektu.

W projekcie przewiduje się również uruchomienie pomocy z Funduszu Pracy, głównie na szkolenia pracowników. Wprowadzenie zmian przewiduje rządowy projekt ustawy o szczególnych rozwiązaniach dla pracowników i przedsiębiorców na rzecz ochrony miejsc pracy, związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu ekonomicznego. Ustawa wejdzie w życie najprawdopodobniej w I kwartale 2014 r.

 

PO wycofuje się z projektu opodatkowania podatkiem CIT spółek komandytowych

Sejmowa komisja finansów publicznych opowiedziała się w czwartek za wykreśleniem proponowanych przez rząd zmian dotyczących spółek komandytowych z przygotowanych przez rząd propozycji dot. zmian w ustawie o podatku dochodowym od osób prawnych.

Zmiana przygotowana przez Ministerstwo Finansów oznaczałaby, że opodatkowaniu podlegałby najpierw dochód spółek komandytowych (teraz jest z tego zwolniony), a potem wypłata zysku wspólnikom, jak jest obecnie. Komisja zajmowała się w czwartek sprawozdaniem podkomisji do monitorowania systemu podatkowego, która pracowała nad połączonymi w jeden dokument trzema projektami zmian w ustawach podatkowych. Pierwszy - rządowy - przewidywał, że spółki komandytowe i komandytowo-akcyjne (SKA) będą musiały płacić podatek CIT, tak jak inne firmy. Podobne rozwiązanie miałoby także objąć spółki komandytowe. Dwa pozostałe - poselskie - regulują kwestie opodatkowania przychodów z sekurytyzacji wierzytelności banków oraz sprzedaży odziedziczonych np. akcji.

Komisja zgodziła się w czwartek, aby z projektu nowelizacji ustawy o CIT wykreślić zmiany dotyczące spółek komandytowych. To oznacza, że CIT obejmie tylko spółki komandytowo-akcyjne, które ostatnio były często wykorzystywane do tzw. optymalizacji podatkowej. Po zmianach SKA będą opodatkowane na takich samych zasadach, jak np. spółki z ograniczoną odpowiedzialnością i spółki akcyjne.

Partner w firmie doradczej Crido Taxand Andrzej Puncewicz poinformował PAP, że zaproponowane przez resort finansów objęcie CIT-em również spółek komandytowych byłoby wybitnie niekorzystne z punktu widzenia przedsiębiorców. - Kluczową charakterystyką spółki komandytowej w obecnym stanie prawnym jest jednokrotne opodatkowanie jej zysków, czyli po prostu opodatkowanie ich stawką 19 proc. na poziomie wspólników tej spółki. Z tego względu znaczenie spółki komandytowej dla małego i średniego polskiego biznesu rosło - w ostatnim czasie w tej formie prawnej działało już ponad 10 tys. biznesów, a ich liczba stale rosła - wyjaśnił Puncewicz.

Jego zdaniem, gdyby przepisy przygotowane przez MF weszły w życie, opodatkowanie w przypadku spółek komandytowych wzrosłoby z 19 proc. do 34,5 proc., ze względu na konieczność powtórnego zapłacenia podatku w momencie wypłaty zysku wspólnikom.

Zdaniem Puncewicza, wykreślenie spółki komandytowej z katalogu podatników CIT ucieszy również większy biznes, bowiem spółki tego typu dają możliwość łączenia przychodów i kosztów podatkowych w ramach spółek z jednej grupy kapitałowej. Ma to znaczenie np. przy nowych przedsięwzięciach lub umowach joint venture, których stroną są różne grupy kapitałowe.

Ponadto komisja zarekomendowała przyjęcie zmian CIT związanych z opodatkowaniem przychodów z sekurytyzacji wierzytelności banków. Przygotowany przez posłów PO projekt nowelizacji ustawy o CIT reguluje zasady opodatkowania dochodów z umów o tzw. subpartycypację. To rodzaj zawieranych przez banki transakcji sekurytyzacyjnych, które stanowią jeden z instrumentów zarządzania ich płynnością.

Umożliwiają one zamianę niepłynnych aktywów w postaci wierzytelności banków z tytułu udzielonych kredytów (w szczególności, jeżeli są to kredyty długoterminowe) na gotówkę. Przewidziana w projekcie zmiana zakłada odmienne niż dotychczas przyjęcie momentu powstania w banku przychodu oraz kosztów związanych ze zbyciem wierzytelności funduszowi sekurytyzacyjnemu.

Komisja finansów opowiedziała się także za przyjęciem przygotowanych przez posłów PO zmian w ustawie o PIT, które umożliwiają obniżenie podatku płaconego od dochodu ze sprzedaży odziedziczonych m.in. akcji, wkładów w spółdzielni, innych papierów wartościowych, a także tytułów uczestnictwa lub jednostek uczestnictwa w funduszach kapitałowych. W takim przypadku do kosztu uzyskania przychodów podatnik mógłby zaliczyć wydatki poniesione przez spadkodawcę na nabycie tych praw majątkowych.

W uzasadnieniu do ustawy autorzy zmian wskazali na brak jednolitej linii orzecznictwa sądów w sprawie możliwości pomniejszenia przez spadkobierców przychodów ze zbycia odziedziczonych przez nich np. papierów wartościowych, o koszty poniesione na ich nabycie przez spadkodawców.

 

10.10.2013

Kredyt w działalności gospodarczej. Co z podatkiem?

Własne przedsiębiorstwo, czy to na początku funkcjonowania, czy też w wyniku rozwoju, wymaga nakładów finansowych. Czasem niestety są to sumy zbyt duże dla właściciela. W takiej sytuacji jednym z popularniejszych rozwiązań jest firmowy kredyt. Warto wiedzieć, jak rozliczać tego typu zastrzyk finansowy i jaki ma on wpływ na zobowiązania podatkowe działalności.

Poprzez pojęcie kredytu bankowego należy rozumieć - zgodnie z definicją zawartą w ustawie Prawo bankowe - umowę, zawieraną pomiędzy bankiem a kredytobiorcą na określony czas, w której bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji drugiej strony określoną kwotę pieniędzy na wskazany cel. Kredytobiorca ze swojej strony podejmuje się natomiast wykorzystania otrzymanej sumy zgodnie z uzgodnionymi warunkami oraz do jej zwrotu, wraz z odsetkami i prowizją.

Na rynku funkcjonują różne rodzaje kredytów, także wyspecjalizowane, przeznaczone bezpośrednio na cele biznesowe. Jednakże właściciele niewielkich przedsiębiorstw nieposiadających osobowości prawnej, którzy nie mają obowiązku zakładania osobnego, firmowego konta, mogą zaciągnąć kredyt firmowy w ramach konta osobistego. Istotne jest natomiast, że uzyskane w ten sposób środki muszą zostać przeznaczone na cele działalności gospodarczej.

Co ważne, mimo iż w umowie kredytowej zostaje co do zasady wskazany cel udzielanej pożyczki, nie powinno się zapominać o dokumentowaniu rzeczywistych transakcji, pokrytych funduszami z kredytu. Tylko w przypadku, kiedy podatnik będzie posiadał dowody dotyczące sfinansowanych w ten sposób wydatków, nie musi obawiać się o negatywne konsekwencje ze strony organów skarbowych.

Kredyt firmowy a podatki

Kredyt jest co do zasady świadczeniem w pełni zwrotnym. Dlatego też w kontekście podatku dochodowego ani jego zaciągnięcie nie będzie stanowiło przychodu, ani spłata - kosztu podatkowego.

Inaczej natomiast są już traktowane odsetki od kredytu, a także prowizje bankowe i wydatki związane z zabezpieczeniem kredytu. Zgodnie ze stanowiskiem przyjętym przez organy podatkowe, tego typu wydatki podatnik może uznać za koszty firmowe i zmniejszyć tym samym swój przychód stanowiący podstawę opodatkowania.

Odsetki od kredytu mogą rzeczywiście zostać zaliczone do kosztów uzyskania przychodu, jednakże pod jednym, najważniejszym warunkiem - muszą zostać opłacone. Podczas księgowania odsetek do podatkowej księgi przychodów i rozchodów podatnik nie uwzględnia więc odsetek wynikających z terminów spłat, podanych na harmonogramie w umowie, ale daty rzeczywistego uregulowania należności. W praktyce księgowej opłacenie odsetek księguje się najczęściej przy wykorzystaniu dowodu wewnętrznego, uzupełnionego o wydruk z konta bankowego przedsiębiorcy.

Warto też wspomnieć, że czasem nieco inaczej rozliczane są odsetki w przypadku kredytu zaciąganego w celu nabycia lub wytworzenia środka trwałego. Jeśli przedsiębiorca dokona uregulowania raty kredytu jeszcze przed wprowadzeniem sprzętu do ewidencji środków trwałych firmy, to ich wartość powiększy wartość początkową środka trwałego i zostanie rozliczona w ramach odpisów amortyzacyjnych. Co istotne, w tym przypadku wyjątkowo datą, po której należy księgować odsetki będzie nie dzień, w którym zostały opłacone, ale termin uwzględniony na harmonogramie spłat.

Kredyty w walutach obcych

Jedną z opcji kredytowych jest kredyt waloryzowany kursem waluty obcej. Taka pożyczka jest zaciągana w walucie polskiej przeliczonej na walutę obcą. Spłata rat kredytowych odbywa się wprawdzie w złotówkach, natomiast ich wysokość jest uzależniona od zmiany kursu waluty obcej.

Mimo iż - jak wspomniano na początku - kredyt jest neutralny w kontekście podatkowym, to w przypadku kredytu waloryzowanego mogą jednak powstać przychody bądź też koszty. W zależności od kursu walut, kredytobiorca może bowiem zwrócić bankowi kwotę wyższą bądź niższą od otrzymanej w momencie zawarcia umowy kredytowej. Przychód powstanie w momencie, kiedy bankowi zostaną zwrócone środki pieniężne o wartości niższej niż kwota otrzymanego kredytu. Natomiast z kosztem przedsiębiorca ma do czynienia w sytuacji odwrotnej - kiedy suma zwróconych środków okaże się wyższa, niż otrzymana kwota pożyczki. Co ważne, rozliczenia dotyczące wahań kursu walut odnoszą się wyłącznie do rat kapitałowych. Natomiast w żaden sposób nie dotyczą one odsetek od kredytu.

Innym rodzajem kredytu jest pożyczka udzielana w walucie obcej i w tej walucie spłacana. W tym przypadku również mogą pojawić się dodatkowe koszty i przychody, jednakże tym razem zostaną one spowodowane różnicami kursowymi. Różnice takie pojawiają się, jeśli pomiędzy dniem udzielenia kredytu a dniem jego spłaty zmieni się kurs waluty, w jakiej kredyt został zaciągnięty.

Kosztem podatnika stanie się wobec tego różnica, wynikająca z faktu, iż kredyt został spłacony po kursie wyższym niż kurs z dnia otrzymania kwoty pożyczki. Natomiast z przychodem ma się do czynienia w sytuacji odwrotnej - kiedy to kurs walut był niższy w dniu spłacenia kredytu niż w dniu otrzymania.

Jak więc widać, mimo iż co do zasady kredyty w działalności gospodarczej pozostają neutralne podatkowo, w praktyce istnieją jednak koszty i przychody związane z nimi, a wymagające rozliczenia. Dlatego też podatnik, decydując się na tą formę finansowania swojej działalności, powinien dokładnie zapoznać się z istniejącymi możliwościami i zdecydować, który kredyt będzie dla niego najbardziej opłacalny i najwygodniejszy.

Andrzej Lazarowicz

specjalista d/s prawa podatkowego

 

Zmiany w ubezpieczeniach

Poszerzenie grupy osób, które podlegają obowiązkowo ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym o członków rad nadzorczych oraz zmiany w ubezpieczeniach osób, które pracują na kilku umowach zlecenie – przewiduje przygotowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej projekt zmian w przepisach.

Obecnie członkowie rad nadzorczych podlegają tylko ubezpieczeniu zdrowotnemu, ale nie podlegają obowiązkowi ubezpieczenia emerytalnego i rentowego. Projekt zmian w ustawach: o systemie ubezpieczeń społecznych oraz o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych, przygotowany przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej przewiduje, że członkowie rad nadzorczych mają być objęci obowiązkowym ubezpieczeniem emerytalnym i rentowym.

Obowiązek ten będzie istniał bez względu na to, czy członek rady nadzorczej posiada inny tytuł do ubezpieczeń i bez względu na to, czy pobierają emeryturę lub rentę. Członkowie rad nadzorczych będą podlegali obowiązkowemu ubezpieczeniu od dnia powołania danej osoby na stanowisko członka rady nadzorczej do dnia zaprzestania wykonywania tej funkcji. Dzięki temu osoby te będą mogły liczyć na wyższą emeryturę.

Podstawą wymiaru składek będzie uzyskiwany przychód, a płatnikami składek będą podmioty, w których działa rada nadzorcza. Z danych ZUS wynika, że według stanu na grudzień 2012 r. osób, które podlegają ubezpieczeniu zdrowotnemu z tytułu pełnienia funkcji jedynie członka rady nadzorczej było 20,1 tys. Kolejne 29 tys. osób pełni funkcję członka rady nadzorczej i podlega ubezpieczeniu zdrowotnemu także z innych tytułów.

Zmiany w oskładkowaniu umów zleceń

Obecnie jeżeli dana osoba pracuje równolegle na kilku umowach zlecenia, płatnicy często ubezpieczają takie osoby od najniższej kwoty, od pozostałych umów płacą tylko składkę na ubezpieczenie zdrowotne. Zleceniobiorcy nie mogą wybrać wyższego ubezpieczenia, ani wypracować choćby minimalnego świadczenia emerytalnego czy rentowego. Świadczenia wypadkowe w razie choroby są wtedy niewspółmierne do utraconych zarobków.

Resort pracy chce ukrócić te nieuczciwe praktyki płatników. Proponuje, aby do umów zleceń miały zastosowanie przepisy dotyczące kumulowania tytułów do ubezpieczeń w razie uzyskiwania z nich podstawy wymiaru składek niższej niż kwota minimalnej pensji (w przypadku kilku umów zleceń będzie to podstawa wymiaru niższa od minimalnego wynagrodzenia za pracę w danym miesiącu).

Zgodnie z danymi ZUS liczba zleceniobiorców według stanu na grudzień 2012 r. wyniosła 815,8 tys. osób. Omawiany projekt Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej skierowało do konsultacji społecznych, następnie trafi pod obrady rządu.

 

9.10.2013

Jaka firma ma szansę przetrwać na rynku?

Dwie trzecie firm znika z rynku, nim skończą pięć lat. Jak wynika z badań, największe szanse na sukces mają te założone przez 40-latków z wyższym wykształceniem, zatrudniające pracowników

Najbardziej krytyczny dla nowo powstałych przedsiębiorstw jest pierwszy rok. Jak dowodzą statystyki GUS, do 2007 r. ten okres przeżywało 62–67 proc. firm, a reszta była po prostu likwidowana. Dziś jest trochę lepiej – spośród firm utworzonych w latach 2007–2011 co najmniej rok utrzymało się 71–77 proc. Ale gdy pod uwagę weźmie się dłuższą perspektywę, obraz znowu maluje się w ciemnych barwach – pięciu lat dożywa niespełna jedna trzecia firm. To znacznie mniej niż średnia w UE, gdzie piąte urodziny obchodzi połowa firm.

– Im kraj jest bardziej dojrzały rynkowo, tym więcej ma doświadczeń w funkcjonowaniu przedsiębiorstw, co powoduje, że zagrożenie bankructwem jest mniejsze – twierdzi prof. Elżbieta Mączyńska z SGH. Na polskie statystyki niekorzystnie wpływają firmy zakładane tylko po to, aby ich właściciele mieli pracę po tym, jak stracą zatrudnienie na etacie. Bo wielu, gdy tylko znajdzie etat, likwiduje biznes. Inni zamykają go, gdy zaczyna brakować zleceń.

– Do bankructw przyczynia się też wadliwe prawo – dodaje prof. Mączyńska.

Ogromne problemy polskim przedsiębiorstwom funduje nieklarowny system podatkowy oraz wysokie, jak na nasze realia, podatki i pozapłacowe koszty pracy. Wiele firm upada, bo większe podmioty nie respektują przepisów względem nich i często pozostają bezkarne. – Sądy działają ospale i niesprawnie – ocenia prof. Mączyńska i wyjaśnia, jak funkcjonuje ten mechanizm: małe firmy nie są w stanie w porę wyegzekwować wierzytelności od dużych, powstają zatory płatnicze i rodzi się domino niewypłacalności, które pogrąża małych graczy. To jednak nie wszystko.

Przetrwanie firmy zależy też od predyspozycji przedsiębiorcy, np. jego umiejętności reagowania na sytuacje kryzysowe, profilu prowadzonej działalności, dostępu do subwencji, kredytów etc. Z danych GUS wynika, że największe szanse przetrwania na rynku mają te, które od początku zatrudniają pracowników. Wśród takich podmiotów po piątym roku nadal funkcjonuje ponad 40 proc. A w przedsiębiorstwach bez pracowników najemnych odsetek ten wynosi już niecałe 30 proc.

Nie ma żadnego wpływu na przeżywalność firm płeć ich właścicieli. Ale ich wykształcenie – jak najbardziej. Spośród firm utworzonych w 2007 r. pięć lat przetrwała ponad połowa tych, których szefowie mieli dyplom wyższej uczelni lub szkoły pomaturalnej. Z kolei wśród osób z wykształceniem zasadniczym lub podstawowym zaledwie 34–36 proc. Najlepszy wiek, aby zostać biznesmenem, to 40–44 lata. Prawie połowa firm (48 proc.), których właściciele byli w tym wieku, przetrwała pięć lat.

Mimo to każde przedsiębiorstwo może z różnych powodów znaleźć się w sytuacji kryzysowej. Dlatego zdaniem ekspertów resortu gospodarki przedsiębiorcy, który znalazł się w trudnej sytuacji, powinno się zapewnić możliwość m.in. wsparcia przy opracowywaniu planu restrukturyzacji i rozwoju działalności.

Powinny też być upowszechnione szkolenia z zakresu zarządzania ryzykiem. Potrzebna jest również m.in. promocja zróżnicowania źródeł finansowania działalności gospodarczej. Tego rodzaju działania mogłyby sprawić, że tak jak przeciętnie we Wspólnocie co najmniej połowa nowo tworzonych firm mogłaby przetrwać pięć lat, czyli okres, po którym jest na ogół dość odporna na różne zagrożenia.

 

Trybunał Konstytucyjny: Podatki muszą się przedawniać

Trybunał Konstytucyjny orzekł wczoraj, że jest sprzeczne z konstytucją, by zobowiązania podatnika w ogóle się nie przedawniały. Wyrok dotyczy przepisu, który obowiązywał do 2003 r., ale Trybunał uznał, że obecny też musi być pilnie zmieniony.

Zasadą jest, że podatki przedawniają się po pięciu latach, ale ordynacja podatkowa przewiduje sytuacje, w których zobowiązania podatkowe w ogóle się nie przedawniają - dzieje się tak wtedy, gdy urząd skarbowy lub urząd kontroli skarbowej uzyskały wcześniej zabezpieczenie na majątku podatnika. Takim zabezpieczeniem może być hipoteka - gdy podatnik posiada nieruchomość, czyli np. dom, mieszkanie, działkę, albo zastaw skarbowy - ustanowiony na rzeczach ruchomych należących do podatnika, np. na jego samochodzie, maszynach, urządzeniach.

Fiskus może ustanowić takie zabezpieczenie, gdy ma "uzasadnioną obawę", że podatnik nie zapłaci przyszłego podatku. We wtorek Trybunał Konstytucyjny stwierdził, że samo takie zabezpieczenie nie narusza konstytucji. Sprzeczny z konstytucją jest natomiast - zdaniem Trybunału - przepis, który zakłada, że zabezpieczone w ten sposób podatki nigdy się nie przedawniają. "Jeżeli już ustawodawca zdecydował się na wprowadzenie przedawnienia, to powinien przestrzegać w tym zakresie standardów konstytucyjnych" - stwierdził TK.

Podkreślił, że ten sam cel - zapewnienie maksymalnej ściągalności podatków - można osiągnąć mniej dolegliwymi dla podatnika metodami, tj. przerwaniem biegu przedawnienia na czas kontroli podatkowej. W tym zakresie Trybunał badał art. 70 par. 6 ordynacji podatkowej w brzmieniu obowiązującym w latach 1998-2002. Wówczas przepis ten mówił tylko o nieprzedawnieniu podatków zabezpieczonych hipoteką. Od 2003 r. zasada ta została przeniesiona do art. 70 par. 8 Ordynacji i jednocześnie dodano, że nie przedawniają się także podatki zabezpieczone zastawem skarbowym.

Wtorkowy wyrok TK mógł dotyczyć tylko przepisu w wersji obowiązującej do końca 2002 r., bo tylko jego dotyczyły dwie skargi wniesione przez skarżącą spółkę. Trybunał podkreślił jednak, że obecnym odpowiednikiem zakwestionowanego przepisu jest art. 70 par. 8 ordynacji podatkowej, który budzi podobne wątpliwości i wymaga pilnej interwencji ustawodawcy.

Trybunał zgodził się ze skarżącą spółką, że przepis, który nie przewiduje przedawnienia, jest sprzeczny z zasadą równego traktowania. Podatnicy, którzy mają nieruchomości i majątek ruchomy są bowiem w gorszej sytuacji niż ci, którzy mają jedynie gotówkę w kasie i na rachunkach bankowych oraz majątek obrotowy, czyli zapasy, towary, produkty i półprodukty. W stosunku do pierwszych urząd może ustanowić hipotekę i zastaw skarbowy i z tego powodu zobowiązania tych podatników mogą się nigdy nie przedawnić. Drudzy nie muszą się tego obawiać, bo skoro nie mają nieruchomości ani majątku ruchomego, to nie grozi im hipoteka ani zastaw, a tym samym nie dotyczy ich przepis o braku przedawnienia.

W spółce, która złożyła skargi, urząd ustanowił hipoteki tuż przed upływem pięcioletniego okresu przedawnienia. W ten sposób fiskus bezterminowo zabezpieczył zobowiązania podatkowe tej firmy. W skardze do TK pełnomocnik spółki przedstawiła zbiorcze dane za lata 2006-2010, z których wynikało, że liczba wniosków o zabezpieczenie na majątku podatnika zawsze rosła w czwartym kwartale w poszczególnych latach. "Okoliczność ta może potwierdzać przedstawiony w skardze zarzut, iż instytucja zabezpieczenia może być wykorzystywana przez organy podatkowe w celu przez ustawę nieprzewidzianym, tj. jako alternatywny środek zmierzający do uniknięcia konsekwencji związanych z upływem terminu przedawnienia" - napisała pełnomocnik.

 

8.10.2013

Cykl szkoleń Polskiej Akademii Biznesu

Szanowni Państwo! Uprzejmie informujemy, że w najbliższą sobotę (12 października) odbędzie się pierwsze z cyklu szkolenie Polskiej Akademii Biznesu. Portal MSP-24 objął patronat medialny nad cyklem szkoleń PAB.

Podczas szkolenia dowiedzą się Państwo jak w prosty sposób skuteczne pomysły wykorzystać w praktyce. Otrzymają Państwo sprawdzone techniki marketingowe, sprzedażowe oraz budowania świadomości marki. Wiedza ta jest przeznaczona dla osób, które chcą zwiększyć swoje zyski i przygotowana tak, aby każdy uczestnik mógł wdrożyć ją w swój biznes.

Jeśli jesteś zainteresowany zdobyciem nowych klientów, jeśli chcesz wykorzystać najnowsze i sprawdzone metody reklamy oraz zyskać przewagę nad konkurencją – zapraszamy!

Wiemy, że Państwa czas jest cenny, dlatego zdecydowaliśmy się, skondensować wiedzę z 2 dniowego szkolenia i przekazać ją Państwu w ciągu jednego przedpołudnia. Szkolenie odbywa się w godzinach 10:00-13:45 przy al. Jana Pawła II 11 w Warszawie. Z racji dużego zainteresowania zdecydowaliśmy się przedstawić Państwu cztery terminy szkoleń. Prosimy o wybranie jednego z nich: 12, 26 października 9, 16 listopada.

Więcej informacji znajdziesz TUTAJ.

 

Firmy wydłużają okresy rozliczeniowe czasu pracy

Z możliwości wydłużenia okresu rozliczeniowego czasu pracy do 12 miesięcy skorzystało do tej pory ponad 100 przedsiębiorstw – podała Państwowa Inspekcja Pracy. Zdaniem NSZZ „Solidarność”, w efekcie najbardziej stratni są pracownicy, których płace zostaną zmniejszone w sumie nawet o kilka miliardów złotych.

Uelastyczniające czas pracy przepisy weszły w życie pod koniec sierpnia 2013 r. Od tego czasu do PIP zgłoszono w sumie 122 porozumienia zawarte między pracodawcami a związkami zawodowymi bądź reprezentacjami pracowników.

Zdecydowana większość przypadków (109) dotyczyła wydłużenia okresów rozliczeniowych do maksymalnego możliwego poziomu, czyli 12 miesięcy. Wydłużenia czasu pracy na krótsze okresy przeprowadzano tylko sporadycznie. Przykładowo, na 7 miesięcy zdecydowała się tylko jedna firma.

Z możliwości wydłużenia okresów rozliczeniowych najczęściej korzystają przedsiębiorstwa zatrudniające od 50 do 250 pracowników (34 porozumienia) i od 10 do 50 pracowników (21 porozumień).

Zmiany w przepisach dotyczących czasu pracy od początku krytykowały związki zawodowe. Jak wskazuje NSZZ „Solidarność”, w sytuacji wydłużenia okresów rozliczeniowych najwięcej strat ponoszą pracownicy. Związkowcy szacują, że w dłuższej perspektywie czasu pracodawcy mogą zaoszczędzić w ten sposób nawet 10 mld zł. O tyle też mniej trafić ma do kieszeni pracowników.

Dotychczas PIP zakwestionowała tylko 4 porozumienia. We wszystkich przypadkach były to firmy, w których nie działały związki zawodowe. Porozumienia zawierano zaledwie z jednym przedstawicielem pracowników.

 

Podatnicy podpowiedzą jak usprawnić pracę urzędu skarbowego

Masz pomysł co może w zakresie obsługi zmienić Twój urząd skarbowy? Napisz mu o tym! Podlaska skarbówka rozpoczyna właśnie akcję "Partnerzy w usprawnieniach", w ramach której namawia podatników, a w szczególności przedsiębiorców, do wspólnego działania przy wdrażaniu kolejnych usprawnień w kontaktach urzędów z podatnikami.

Administracja podatkowa województwa podlaskiego już kilka lat temu opracowała wewnętrzne standardy obsługi podatników. – Staramy się je cały czas wypełniać, a także poszukiwać nowych, które sprawiłyby, że każdy kontakt podatnika z urzędem skarbowym będzie przez niego oceniony pozytywnie zarówno pod względem profesjonalizmu obsługi, jak i przyjazności urzędników – mówi Maria Suszczyńska, Dyrektor Izby Skarbowej w Białymstoku.

Podlaska skarbówka pamiętając o swoim podstawowym zadaniu jakim jest pobór podatków, stara się tak organizować swoją pracę, żeby jak najbardziej ułatwiać podatnikom wykonywanie ich obowiązków. – Cały czas pracujemy nad jakością obsługi w urzędach, ale z wewnątrz nie widać wszystkiego. Dlatego postanowiliśmy zapytać przedsiębiorców o to, co im najbardziej utrudnia załatwianie spraw w urzędach skarbowych. Uzyskane podpowiedzi chcemy wykorzystać w procesie przygotowania i wdrożenia kolejnych usprawnień ułatwiających przedsiębiorcom życie. - dodaje Radosław Hancewicz, rzecznik prasowy Izby Skarbowej w Białymstoku.

– Praca nad jakością obsługi nie kończy się nigdy. Dlatego, choć mamy wiele sygnałów, że podatnicy z satysfakcją zauważają pozytywne zmiany w podlaskich urzędach skarbowych, chcemy zrobić krok dalej i dać podatnikom możliwość ciągłego wpływania na to, w jaki sposób będzie organizowana praca w urzędach skarbowych. Przedsiębiorców uważamy za bardzo ważnych partnerów przy planowaniu usprawnień i stąd nazwa akcji: "Partnerzy w usprawnieniach"

 

7.10.2013

Zerowe składki dla powstających firm?

Pracodawcy chcą, by początkujący biznesmeni byli zwolnieni z płacenia zobowiązań na ZUS. Mniej osób trafi wtedy do szarej strefy.

Przedsiębiorcy alarmują, że preferencje dla nowych firm w opłacaniu składek na ZUS w okresie kryzysu się nie sprawdzają. Wszystko przez rosnącą płacę minimalną. W 2003 roku wynosiła ona 800 zł, w tym już 1600 zł, a od stycznia 2014 roku zwiększy się o 80 zł. Wraz z nią rośnie najniższa podstawa wymiaru składek na ubezpieczenia społeczne dla nowych firm. W przyszłym roku ich stawki będą liczone od kwoty 504 zł, czyli większej o 24 zł niż obecnie. Zdaniem ekspertów jest ona zbyt wysoka, aby zachęcić osoby pozostające bez pracy do zakładania własnych firm. Pracodawcy chcą, żeby rząd czasowo uwolnił ich od takiej daniny.

Niebezpieczny skok

Związki zawodowe, dbając o płace osób najmniej zarabiających, chciałyby, aby płaca minimalna w 2014 roku wzrosła o 120 zł, czyli do kwoty 1720 zł. Taka podwyżka wpłynęłaby jednak na wysokość kosztów, jakie musi ponosić osoba rozpoczynająca działalność gospodarczą. A to dlatego, że płaca minimalna jest podstawą do wyliczenia preferencyjnych składek ZUS na ubezpieczenie społeczne. Takie rozwiązanie wynika z art. 18a ustawy z 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych (t.j. Dz.U. nr 2005 r. poz. 1585 z późn. zm.). Zgodnie z nim podstawę wymiaru składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe stanowi zadeklarowana kwota, nie niższa jednak niż 30 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia.

Z takiej możliwości można korzystać w okresie pierwszych 24 miesięcy kalendarzowych od dnia rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej. To rozwiązanie jest niedostępne dla osób, które już prowadzą lub w okresie ostatnich 60 miesięcy kalendarzowych przed dniem rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej miały własną firmę. Nie mogą z niego skorzystać także te osoby, które wykonują działalność gospodarczą na rzecz byłego pracodawcy, u którego w tym lub w poprzednim roku pracowały na podstawie umowy o pracę.

– Taki mechanizm faktycznie był zachętą do zakładania firmy, ale dziesięć lat temu. Teraz zaś jest wręcz odwrotnie – twierdzi Dorota Wolicka ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Dodaje, że dla wielu młodych osób, które dopiero stawiają pierwsze kroki z biznesie, kwota do zapłaty do ZUS jest wręcz astronomiczna. – Dysponując niewielkimi środkami na rozpoczęcie działalności, mają dylemat, czy płacić składki, czy też inwestować w rozwój firmy.

Konieczne zachęty

Organizacje pracodawców chcą więc radykalnych zmian. – Jeśli w sposób systemowy nie uporządkujemy zasad wspierania nowych firm, to nigdy nie wyjdziemy z kryzysu. Osoby niemogące znaleźć zatrudnienia na podstawie umów o pracę będą szukać wsparcia u państwa. Lepiej więc pomóc osobom młodym lub starszym w założeniu własnej firmy, niż później wypłacać im świadczenia z pomocy społecznej – tłumaczy Jerzy Bartnik, prezes Związku Rzemiosła Polskiego.

Proponuje, aby rząd, pracując nad programem na rzecz promocji zatrudnienia, łagodzenia skutków bezrobocia i aktywizacji zawodowej, przygotował rozwiązania faktycznie zachęcające do zakładania firm, a nie tylko korzystania ze wsparcia finansowego na rozpoczęcie działalności gospodarczej. – Znam przypadki, że nowe firmy otrzymujące dotacje z urzędów pracy funkcjonowały do czasu rozliczenia ostatniej złotówki pochodzącej z pomocy. A później były likwidowane – dodaje Jerzy Bartnik.

Groźna szara strefa

Dorota Wolicka wskazuje, że bez okresowego zwolnienia z płacenia składek nowe firmy nie będą powstawać. – Ludzie potrafią liczyć. Jeśli początkujący przedsiębiorca musi zapłacić ponad 261 zł składki zdrowotnej w czasie, kiedy nie ma jeszcze żadnych wpływów, bo dopiero zbiera zamówienia, to ucieknie do szarej strefy – podkreśla Dorota Wolicka. Jej zdaniem zwolnienie ze wszystkich składek nie powinno się jednak wiązać z niepłaceniem podatków. Osoba osiągająca zysk obowiązkowo powinna się rozliczać z urzędem skarbowym.

Z kolei Dariusz Jadczyk, przewodniczący Regionalnej Organizacji Pracodawców z Częstochowy, wskazuje, że bez małych firm będzie trudno przezwyciężyć kryzys w Polce. – Jeśli państwo nie zdecyduje się na obniżenie kosztów prowadzenia działalności, to Polacy będą zakładać firmy w krajach ościennych. I tam też będą płacić podatki – dodaje Dariusz Jadczyk. I dlatego organizacje pracodawców będą przekonywać rząd, że co prawda finansowanie tworzenia miejsc pracy jest korzystne, ale o wiele tańsze i bardziej efektywne jest promowanie aktywności.

Zdaniem Janusza Sejmeja, rzecznika prasowego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej, taka propozycja powinna być poddana pod dyskusję zespołów tematycznych komisji trójstronnej. – Ale ze względu na wyjście z niej strony związkowej nie wiadomo, kiedy to będzie możliwe – mówi Janusz Sejmej.

 

KE proponuje uproszczenie przepisów podatkowych

Komisja Europejska ogłosiła, w jakich obszarach polityki podejmie dalsze działania, aby uprościć lub wycofać wybrane unijne przepisy, zmniejszyć obciążenia dla firm i ułatwić wdrażanie uregulowań. Działania te będą podejmowane w ramach programu sprawności i wydajności regulacyjnej (REFIT). Wśród propozycji znalazła się ujednolicona deklaracja VAT.

Jak podkreśla Komisja, małe firmy korzystają już z szeregu środków mających na celu zmniejszenie obciążeń administracyjnych. Są to m.in. elektroniczne faktury VAT, zwolnienia lub specjalne systemy dla MSP w dziedzinie rachunkowości, zużytego sprzętu elektronicznego i statystyk handlowych. W latach 2007–2012 obciążenia administracyjne (np. niepotrzebne wymogi w zakresie sprawozdawczości i informowania) zmniejszyły się o 25 proc. Powinno to wpłynąć na wzrost unijnego PKB o 1,4 proc., czyli o 150 mld euro.

Najważniejsze reformy mające na celu uproszczenie przepisów i zmniejszenie kosztów obejmują m.in. wprowadzenie jednolitego patentu UE, opracowanie unijnego kodeksu celnego i obniżenie cen budowy i rozbudowy sieci szerokopasmowych. Znacząco zmienił się również sposób, w jaki Komisja przygotowuje przepisy. Szczególną uwagę zwraca się na potrzeby małych przedsiębiorstw oraz systematycznie wykorzystuje się oceny skutków, konsultacje społeczne i oceny.

Obecnie analizowanych jest ponad 20 inicjatyw legislacyjnych na rzecz ograniczenia biurokracji, m.in. w dziedzinie bezpieczeństwa produktów konsumenckich i zdrowia zwierząt. Ujednolicona deklaracja VAT może pomóc zmniejszyć koszty ponoszone przez przedsiębiorstwa.

Do końca 2014 r. przeprowadzonych ma zostać prawie 50 ocen w zakresie obciążeń regulacyjnych dotyczących np. zdrowia i bezpieczeństwa w miejscu pracy, pracy tymczasowej, a także szeregu nowych unijnych przepisów UE w sektorze usług finansowych. Komisja zamierza również wycofać szereg wniosków będących w trakcie procesu legislacyjnego, a także uchylić niektóre z przyjętych przepisów, które nie są już potrzebne.

 

Urzędy skarbowe nadużywają swoich uprawnień

Urzędy skarbowe przesyłają do firm wezwania z nakazami ujawnienia wysokości sprzedaży. Jest to przykład restrykcyjnego podejścia państwa wobec biznesu. Jak tłumaczą eksperci, w obliczu spowolnienia gospodarczego fiskus za wszelką cenę chce wykazać się skutecznością.

– Tego rodzaju działań organów podatkowych nie można akceptować tym bardziej, jeśli nadaje się tej samowoli pozory zgodności z prawem i straszy podatników odpowiedzialnością karną – ocenia ekspert Lewiatana, Przemysław Pruszyński. W opisywanych przez Pruszyńskiego przypadkach urzędy skarbowe wysyłają do podatników pisma zobowiązujące ich do składania informacji nt. przyczyn spadku sprzedaży albo spadku wpłacanych sum podatku względem poprzednich lat. W kierowanych do przedsiębiorców pismach pojawiają się wyraźne żądania udostępnienia danych o obecnej wysokości sprzedaży, a czasem i prognoz na przyszłe okresy.

Co najdziwniejsze, w niektórych przypadkach w swoich pismach fiskus grozi odpowiedzialnością karną, chociaż odnosi się to do danych, których – zgodnie z prawem – przedsiębiorca nie ma obowiązku podawać.

– Zgodnie z art. 272 Ordynacji podatkowej, organy podatkowe pierwszej instancji dokonują czynności mających na celu: sprawdzenie terminowości składania deklaracji, wpłacania zadeklarowanych podatków, w tym również pobieranych przez płatników oraz inkasentów. Stwierdzają również formalną poprawność dokumentów. W tym zakresie nie mieści się np. prośba o podanie przyczyn spadku wpłat w stosunku do porównywalnego okresu.

 

4.10.2013

Gwarancje dla firm - program będzie rozszerzony

Program gwarancji spłaty kredytów obrotowych, które przedsiębiorcy mogą zaciągać w 20 bankach, będzie rozszerzony i wydłużony - zapowiada Bank Gospodarstwa Krajowego.

Na konferencji w Warszawie podsumowano 7 miesięcy działania programu. Do końca września BGK udzielił gwarancji 20 tysiącom przedsiębiorców na kwotę 4 miliardów 200 milionów złotych, co przełożyło się na kredyty o szacunkowej wartości 7 miliardów 200 milionów złotych.

Bank może udzielać takiego wsparcia do 60 procent kwoty zobowiązania. Przedsiębiorcy maksymalnie mogą zaciągnąć 3 i pół miliona złotych kredytu - na okres do 27 miesięcy. Najchętniej z tej propozycji korzystają mikroprzedsiębiorcy z województw mazowieckiego, śląskiego oraz wielkopolskiego, najrzadziej z opolskiego, lubuskiego, podlaskiego i świętokrzyskiego.

Z przeprowadzonych na zlecenie BGK badań wynika, że przedsiębiorcy bardzo dobrze oceniają ten program - 31 procent badanych firm podkreśla, że nie otrzymałoby potrzebnego kredytu, gdyby nie zabezpieczenie gwarancji de minimis.

BGK poinformował, że za miesiąc może być gotowy do rozszerzenia gwarancji de minimis także o kredyty inwestycyjne, a obecnie obowiązujący (do marca 2015 roku) program ma zostać wydłużony, a limit na kredyty obrotowe dla firm zostanie zwiększony.

 

Fala upadłości firm przybiera na sile

We wrześniu upadło co najmniej 66 średnich i dużych firm, które zatrudniały ok. 4,2 tys. osób i miały łączny obrót na poziomie ok. 1,5 mld zł – wynika z danych zebranych przez firmę Euler Hermes. Od początku roku sądy opublikowały informacje o upadłości aż 713 przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 5 proc. rok do roku.

Jak podaje w swoim raporcie Euler Hermes, we wrześniu upadłości objęły przede wszystkim mniejsze i średnie firmy, ale zatrudniające sporo osób. Aż 12 z 66 bankrutów zatrudniało powyżej 100 pracowników.

– Cztery tysiące dwieście osób zatrudnionych (według ostatnich dostępnych danych) w firmach przechodzących proces upadłościowy w skali miesiąca to dużo, ale sytuację łagodzi trochę znaczna ilość postępowań układowych – a więc przynajmniej część z ich pracowników utrzymuje pracę (a z czasem, gdy restrukturyzacja przynosi efekty wraca także z reguły duża część wcześniej zatrudnionych) – tłumaczy dyrektor ds. analiz branżowych w EH Collections, Michał Modrzejewski.

Łącznie w wrześniu sądy poinformowały o upadłości 66 przedsiębiorstw, czyli o 8 więcej niż w analogicznym okresie czasu w roku 2012.

Z dużymi problemami nadal borykają się firmy zajmujące się handlem hurtowym (upadłości ogłosili m.in. dystrybutorzy obuwia i odzieży). Równie źle wygląda sytuacja w budownictwie – przedsiębiorstwa z tej branży oraz z nią powiązane stanowiły aż 1/3 ogółu wrześniowych upadłości.

– Wielu dostawców i kredytodawców przygląda się uważnie sytuacji dystrybutorów – obawę budzić może ich średnio niska rentowność przy jednocześnie dużych obrotach (a także zwiększające ich odpowiedzialność finansową kwestie akcyzowe związane z obrotem wyrobami tytoniowymi czy alkoholowymi). Potencjalnie dużym stratom nie towarzyszą więc z reguły znaczne oszczędności na ich pokrycie – ocenia główny analityk EH, Tomasz Starus.

 

Urzędy skarbowe zajmują majątek przedsiębiorców bez sprawdzenia długu, na wszelki wypadek

Urzędnicy fiskusa nierzadko ustanawiają zastaw lub hipotekę przymusową, zanim ustalą, ile dokładnie podatnik jest im winien - donosi Gazeta Prawna. Sprawie przyjrzy się wkrótce Trybunał Konstytucyjny.

Organy chcą w ten sposób zabezpieczyć przyszłą egzekucję podatków. Dzięki zajęciu majątku podatnika mogą też uniknąć upływu terminu przedawnienia zobowiązania. Problem w tym, że robią to jeszcze przed wydaniem decyzji wymiarowej, a więc wtedy, gdy wysokość podatku i zaległości jest znana jedynie w przybliżeniu. W 2012 r. takich przypadków było prawie 1,5 tys., a dwa lata wcześniej – niespełna 900. Przeważnie decyzje o zabezpieczeniu wydawane są w ostatnim kwartale roku i dotyczą zajęcia nieruchomości. Na dodatek często wartość zajętego majątku przewyższa znacznie ustaloną później w decyzji kwotę podatku do zapłaty. 8 października zajmie się tym Trybunał Konstytucyjny.

Prawo organu

Jeśli urząd kontroli skarbowej uzna, że podatnik może nie wywiązać się ze swoich obowiązków wobec fiskusa, to ma prawo zająć mu nieruchomości, środki transportu i inne rzeczy ruchome albo pieniądze na rachunku bankowym czy akcje lub udziały w spółkach. Może to zrobić jeszcze przed zakończeniem postępowania wobec dłużnika i wydaniem decyzji wymiarowej.

To działanie zgodne z prawem i wynika z art. 33 ordynacji podatkowej (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 749 z późn. zm.). Przepis ten pozwala na zabezpieczenie zobowiązania podatkowego, jeżeli zachodzi uzasadniona obawa, iż nie zostanie ono wykonane, a w szczególności gdy podatnik trwale nie uiszcza daniny lub wyzbywa się majątku, co może utrudnić lub udaremnić egzekucję. W odniesieniu do nieruchomości podatnika organ ustanawia hipotekę przymusową, a w stosunku do innych elementów jego majątku – zastaw skarbowy.

Zastosowanie hipoteki lub zastawu czyni wyłom w ogólnej zasadzie dotyczącej przedawnienia długu wobec fiskusa. Normalnie dochodzi do tego po upływie 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym upłynął termin płatności podatku. Jednak zobowiązania zabezpieczone hipoteką lub zastawem się nie przedawniają.

Niekorzystna praktyka

Jaki skutek może mieć ta regulacja, przekonali się właściciele firmy, wobec której dyrektor urzędu kontroli skarbowej wszczął postępowanie w sprawie prawidłowości rozliczanego CIT. Zrobił to 49 dni przed upływem terminu przedawnienia. Natomiast 3 tygodnie przed końcem roku – jeszcze przed sporządzeniem protokołu kontroli – organ wystąpił o zabezpieczenie zobowiązania na majątku spółki. Uzasadnił, że firma stosuje tarczę podatkową. Polegała ona, zdaniem urzędników, na kupowaniu za znaczne kwoty akcji zagranicznej spółki i otrzymywaniu od niej okresowych dywidend, które nie podlegają opodatkowaniu w Polsce.

W efekcie fiskus zajął nieruchomość firmy. Nie pomogło przedstawienie przez nią gwarancji bankowych. Urząd je odrzucił, stwierdzając, że tylko hipoteka przymusowa daje mu pewność, że zobowiązanie zostanie spłacone. Gwarancja bankowa zaś jest okresowa i trzeba byłoby w przyszłości dostarczać kolejne. Ustanowienie hipoteki sprawiło, że zobowiązanie mimo upływu 5 lat się nie przedawniło i dyrektor UKS mógł w następnym roku wydać decyzję określającą podatek do zapłaty wraz z odsetkami za zwłokę.

Spółka przegrała sprawę przed Naczelnym Sądem Administracyjnym, który w kwestii zajęcia nieruchomości nie dopatrzył się naruszenia prawa przez urząd. Złożyła więc skargę konstytucyjną (sygn. akt SK 40/12). Uzasadniła ją tym, że obowiązujące przepisy pozwalają organom na nieuzasadnioną w wielu przypadkach ingerencję w prawo własności podatników, a zastosowanie zabezpieczenia zależy wyłącznie od woli urzędnika. Jeśli Trybunał Konstytucyjny zakwestionuje przepis, firma będzie mogła wystąpić o wznowienie postępowania i dochodzić odszkodowania od Skarbu Państwa.

Czy regulacja pozwalająca urzędom skarbowym zajmować majątek podatników przed wydaniem decyzji podatkowej budzi wątpliwości?

Na podstawie art. 33 par. 1 ordynacji podatkowej, który odwołuje się do nieostrej przesłanki uzasadnionej obawy, organy mogą powołać się na każdą okoliczność i zastosować zabezpieczenie. Wybór konkretnej okoliczności, która uzasadnia istnienie obawy, zależy od uznania organu i nie podlega ocenie w wyroku sądu. Wskazują na to liczne orzeczenia, np. wyrok NSA z 19 listopada 2009 r. (sygn. akt I FSK 1383/08).

Jakie są skutki stosowania tych przepisów dla podatników?

W przypadku ustanowienia hipoteki przymusowej sprzedaż zajętej nieruchomości będzie praktycznie niemożliwa. Gdy dochodzi do zajęcia rachunku bankowego, podatnicy mogą zostać pozbawieni możliwości regulowania zobowiązań. Ustanowienie zabezpieczenia może też osłabić ich zdolność kredytową, zwiększyć koszty obsługi długu albo zablokować planowane przedsięwzięcia, np. dotyczące sprzedaży majątku, restrukturyzacji majątkowej, wyjścia wspólnika, przejęcia przedsiębiorstwa. W skrajnych przypadkach może to faktycznie zablokować prowadzenie działalności gospodarczej. W przypadku wszczęcia kontroli lub postępowania podatkowego żaden podatnik nie ma pewności co do swojej sytuacji prawnej oraz tego, czy jego majątek będzie wolny od zabezpieczenia i wynikających z tego skutków.

W jaki sposób można by zmienić przepisy, aby nie budziły wątpliwości?

Przepisy powinny jasno i precyzyjnie określać, w jakich przypadkach jest dopuszczalna ingerencja w prawo własności. Powinno to być zawarte w katalogu zamkniętym. Z informacji Ministerstwa Finansów przedstawionej w sprawie zawisłej przed Trybunałem Konstytucyjnym wynika, że najważniejsze okoliczności decydujące o potrzebie zabezpieczenia to: trwałe zaprzestanie regulowania zobowiązań podatkowych; wyzbywanie się majątku w celu udaremnienia egzekucji; znaczna kwota przewidywanego zobowiązania podatkowego w relacji do majątku podatnika, który mógłby stanowić źródło zaspokojenia organu w przyszłości. Dwie pierwsze okoliczności zostały wskazane w przepisach jako przykładowe. Nie ma więc przeszkód, aby ustawodawca dopisał trzeci przypadek i w ten sposób zamknął katalog przesłanek dokonania zabezpieczenia. Trudno wskazać inne sytuacje, które jednoznacznie uzasadniałyby taką potrzebę. Nie ma powodów, aby pozostawić organom prawo do arbitralnej oceny w sprawie zabezpieczenia niejako na wszelki wypadek.

Przemysław Molik, Infor

 

3.10.2013

Przedsiębiorco, ujawnij obroty

Fiskus chce, by właściciele firm przesyłali mu szczegółowe informacje o wysokości sprzedaży - donosi "Rzeczpospolita". „Naczelnik urzędu skarbowego wzywa do złożenia zestawienia sprzedaży oraz podania informacji o zakresie wywiązywania się z obowiązku prowadzenia kas rejestrujących" – takie pisma dostają ostatnio tysiące przedsiębiorców. W samym Pruszczu Gdańskim wysłano ich ponad 700. W Ełku prawie 200.

Jaka jest podstawa prawna wezwań? Izba Skarbowa w Gdańsku, pod którą podlega urząd w Pruszczu Gdańskim, powołuje się na przepisy mówiące o czynnościach sprawdzających. – W ramach tej procedury urzędnicy mogą zweryfikować, czy przedsiębiorca składa wymagane przez prawo deklaracje oraz czy są one prawidłowe pod względem formalnym – tłumaczy Konrad Piłat, doradca podatkowy w kancelarii KNDP Kolibski Nikończyk Dec & Partnerzy. – Przepisy nie dają jednak podstaw do wzywania przedsiębiorców do przedstawienia ewidencji, na podstawie których można ustalić, czy są zobowiązani do posiadania kasy fiskalnej.

– To, czy przedsiębiorca wywiązuje się z obowiązku ewidencjonowania sprzedaży w kasie, sprawdza się w trakcie kontroli podatkowej – mówi Janusz Menkina, właściciel biura rachunkowego. – Ujawnienia wysokości obrotów i struktury sprzedaży można wymagać także w czasie postępowania podatkowego. Przepisy nie pozwalają jednak na wzywanie podatników do podawania danych o obrotach bez wszczęcia tych procedur – dodaje Menkina.

Urząd Skarbowy w Ełku powołuje się z kolei na przepisy ustawy o VAT mówiące o rejestrowaniu sprzedaży w kasach. Zaznacza jednak, że jego pisma są jedynie prośbą o informację. Urząd przypomina też podatnikom o ich obowiązkach. – Wydaje się, że zamiast wysyłania setek wezwań do przedsiębiorców lepszym i tańszym sposobem przypomnienia o obowiązku zakupu kas fiskalnych jest zamieszczanie odpowiedniej informacji np. na stronie internetowej urzędu skarbowego – komentuje Konrad Piłat.

O wysyłaniu przez urzędy wezwań nakazujących ujawnianie obrotów dziennikarze „Rz" pisali już w czerwcu. Ministerstwo Finansów odpowiedziało wtedy, że nie prowadzi takiej akcji. Jak widać jednak, urzędy się nie poddają.

To kolejny przykład restrykcyjnego postępowania fiskusa wobec przedsiębiorców.

Niedawno pisaliśmy o problemach z nadawaniem nowym spółkom numerów NIP. Urzędy skarbowe przeprowadzają tzw. postępowania wyjaśniające, w ramach których przesłuchują członków zarządu i żądają wielu dodatkowych informacji, np. dotyczących miejsca wykonywania działalności gospodarczej. Kłopoty mają też osoby, które nie potrzebują samodzielnego lokalu na działalność i korzystają z usług tzw. biur wirtualnych. Urzędy skarbowe także im nie chcą nadawać numerów NIP.

– W ostatnim czasie widać coraz większą opresyjność fiskusa. Niestety, rząd zamiast ułatwiać prowadzenie działalności gospodarczej, próbuje zapewnić wpływy budżetowe przez dokręcenie śruby przedsiębiorcom – podsumowuje Sebastian Brański, rzecznik Federacji Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

 

Limity podatkowe w 2014 r. będą wyższe

Status małego podatnika VAT, PIT i CIT w 2014 r. będą mieć przedsiębiorcy, których roczny przychód ze sprzedaży nie przekroczy 5.068 tys. zł. Obecnie limit ten wynosi 4.922 tys. zł.

Obliczenie limitów podatkowych kwot euro na złotówki opiera się na średnim kursie euro ogłoszonym przez NBP w pierwszym dniu roboczym października roku poprzedzającego rok, na który mają być wyliczone limity. Wczoraj średni kurs euro wyniósł 4,2230 zł (Tabela nr 190/A/NBP/2013 z 1 października 2013 r.).

Status małego podatnika podatków dochodowych będą mieć przedsiębiorcy, których roczny przychód ze sprzedaży nie przekroczy kwoty 5.068 tys. zł. Warto przypomnieć, że posiadanie statusu małego podatnika umożliwia korzystanie z kasowej metody rozliczeń VAT, kwartalnych rozliczeń VAT bez konieczności wpłacania zaliczek oraz jednorazowej amortyzacji środków trwałych.

Mali podatnicy oraz podatnicy rozpoczynający działalność gospodarczą mogą dokonywać jednorazowych odpisów amortyzacyjnych od wartości początkowej środków trwałych zaliczonych do grupy 3-8 Klasyfikacji, z wyłączeniem samochodów osobowych, gdy ich wartość początkowa w roku podatkowym, w którym zostały wprowadzone do ewidencji, nie przekracza równowartości 50.000 euro. W 2014 roku limit ten będzie wynosił 211.000 zł, a zatem o 6.000 tys. zł więcej niż obecnie.

Wyższe będą również limity przychodów uprawniające do korzystania z opodatkowania działalności gospodarczej w formie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. W 2014 r. ryczałt będą mogli płacić podatnicy, którzy w tym roku uzyskują przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej, prowadzonej samodzielnie w wysokości nieprzekraczającej 633.450 zł. Limit ten dotyczy również przychodów wszystkich wspólników spółki cywilnej lub jawnej osób fizycznych.

Kwartalny sposób rozliczania ryczałtu w następnym roku stosować będą mogli wyłącznie podatnicy, których przychody z działalności prowadzonej samodzielnie albo przychody spółki nie przekraczają 105.575 zł.

 

Rząd chce ograniczyć możliwości odliczania VAT od samochodów w przyszłym roku

Rząd chce, by ograniczone prawo do odliczenia VAT przy nabyciu i leasingu samochodów, a także paliwa, obowiązywało przez kolejnych pięć lat. Minister finansów złożył wniosek w tej sprawie do Komisji Europejskiej. Nie wiadomo jednak, czy unijni urzędnicy zdążą go rozpatrzyć przed 1 stycznia 2014 r.

Wciąż nie jest jasne, jak ostatecznie będzie wyglądało odliczenie VAT od samochodów w 2014 r. i w kolejnych latach. Minister finansów złożył do Komisji Europejskiej wniosek o derogację, czyli wyłączenie wobec Polski obowiązku wypełnienia części przepisów UE. Rząd polski chce czasowego ograniczenia prawa do pełnego odliczenia VAT przy nabyciu samochodu.

- Inicjatywa rządu jest korzystna dla budżetu i niekorzystna dla podatników. Pytanie brzmi, czy Polska do końca roku uzyska decyzję derogacyjną od Rady UE. Jest wysokie prawdopodobieństwo, że tej decyzji nie będzie. Ona pozwoliłaby na kontynuowanie ograniczenia w prawie odliczenia VAT, zarówno przy nabyciu i leasingu samochodów, jak i paliwa - mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Martini, partner w Kancelarii Martini i Wspólnicy.

Polska wnioskuje, by obowiązywało to w okresie od 1 stycznia 2014 r. do 31 grudnia 2018 r.

Derogacja dotyczy ograniczenia prawa do odliczania (do 50 proc.) kwoty podatku naliczonego z tytułu nabycia (w tym wewnątrzwspólnotowego) pojazdów samochodowych, wytworzenia oraz importu pojazdów samochodowych, nabycia usług zgodnie z umową najmu, dzierżawy, leasingu i innych umów o podobnym charakterze.

Ograniczenie miałoby zastosowanie tylko do aut wykorzystywanych zarówno do celów prywatnych, jak i do prowadzonej działalności gospodarczej, a nie objęłoby tych stosowanych wyłącznie w celach służbowych. Derogacja objęłaby też częściowe ograniczenie - do wysokości 50 proc. - prawa do odliczenia VAT od zakupu paliwa do samochodów objętych derogacją oraz od innych wydatków eksploatacyjnych.

Skutki niepodjęcia decyzji przez władze UE do końca 2013 r.

- Jeżeli nie będzie decyzji władz UE ws. wniosku polskiego rządu, to Polska nie będzie mogła kontynuować ograniczenia prawa do odliczenia, które mamy obecnie i będzie to korzystne dla podatników. Jeśli nie otrzymamy jej do końca roku, to faktycznie wróci "kratka", czyli w stosunku do każdego samochodu, uznawanego za ciężarowy, będzie przysługiwało pełne prawo do odliczenia, zarówno przy nabyciu samochodu, leasingu, jak i przy nabyciu paliwa do tego samochodu - wyjaśnia Jerzy Martini.

Natomiast w przypadku samochodów innych niż ciężarowe (w tym "kratek") od 1 stycznia 2014 roku przy ich kupnie będzie można odliczyć 60 proc. kwoty podatku określonej w fakturze, nie więcej jednak niż 6000 zł. W przypadku samochodów użytkowanych m.in. w ramach umowy leasingu, podatnik będzie mógł odliczyć 60 proc. z faktury dokumentującej ratę leasingową, nie więcej niż 6000 zł w całym okresie użytkowania, zaś w razie nabycia paliwa do tych samochodów odliczenie w ogóle nie będzie przysługiwać.

Rząd złożył wniosek o derogację w czerwcu br., na jego rozpatrzenie urzędnicy mają osiem miesięcy.

- Z nieformalnych informacji wynika, że procedura rozpatrywania wniosku jest dopiero w fazie początkowej. Można założyć , że w październiku lub w listopadzie sprawa zacznie nabierać tempa. Komisja jest dopiero pierwszym etapem, wydaje opinię i przekazuje Radzie. Dopiero Rada UE wydaje decyzję, dlatego jest bardzo mało prawdopodobne, aby do końca roku cały proces został zakończony. Pamiętajmy też, że zmiany powinny "przejść" ścieżkę legislacyjną w Sejmie. Stosowna ustawa nowelizacyjna musiałaby zostać uchwalona do końca roku, a prawdopodobieństwo, że tak się stanie jest dosyć nikłe - reasumuje Jerzy Martini.

 

2.10.2013

Podatki 2014, czyli wzrost fiskalizmu i opresyjności

Wejście w życie przygotowywanych przez rząd Donalda Tuska zmian w przepisach podatkowych oznaczać będzie wzrost fiskalizmu i opresyjności państwa wobec przedsiębiorców.

W połowie 2014 r. obowiązywać zacznie nowelizacja Ordynacji podatkowej, która przewiduje m.in. wprowadzenie klauzuli obejścia ustawy i sankcji za legalne obniżenie podatków, co w istocie oznacza – jak wskazuje BCC – przekreślenie legalnych metod obniżania (optymalizacji) podatków. Zmiany w Ordynacji zakładają także uzależnienie czynności procesowych od uzyskania odpłatnej opinii rady ds. unikania opodatkowania, karanie podatników za odmowę dostarczenia dowodów przeciwko sobie, rozszerzenie przesłanek zawieszenia przedawnienia i wprowadzenie przedawnienia nadpłaty.

– Analiza projektowanych zmian prawa podatkowego wskazuje na wzrost fiskalizmu de facto kosztem podatników ujawniających fiskusowi swoje dochody (obroty). Zwiększy się opresyjność państwa wobec przedsiębiorców przy równoczesnym osłabieniu ich pozycji w postępowaniach kontrolnych i podatkowych. Nastąpi dalsze ograniczenie ochronnej funkcji urzędowej interpretacji prawa – mówi ekspert BCC, dr Irena Ożóg.

Zmiany dotkną również m.in. podatków dochodowych. Przewidziano np. likwidację części ulg w podatku PIT oraz opodatkowanie podatkiem CIT dochodów kontrolowanych spółek zagranicznych (CFC), spółek komandytowo-akcyjnych i komandytowych.

W przypadku podatku od towarów i usług (VAT) do 2017 r. wydłużone zostanie obowiązywanie podwyższonych stawek. Już od października 2013 r. funkcjonują natomiast nowe mechanizmy, mające w założeniu ograniczyć skalę oszustw podatkowych i szarej strefy – solidarna odpowiedzialność oraz tzw. odwrócony VAT dla obrotu niektórymi towarami (m.in. wyroby stalowe i paliwa).

– Niestety, w projektach ustaw próżno szukać instrumentów prawnych niezbędnych w walce z szarą strefą. Wobec wielkiej mobilności oszustów podatkowych wprowadzone od 1 października br. zmiany w podatku od towarów i usług w zakresie solidarnej odpowiedzialności nie będą skuteczne. Natomiast „odwrócony” VAT jako metoda walki z oszustami podatkowymi, ograniczy wprawdzie skalę oszustw w obrocie towarami objętymi tą procedurą, jednak osłabi pozycję konkurencyjną małych i średnich przedsiębiorstw działających w tym obszarze – dodaje dr Ożóg.

 

Ukryte zadłużenie Polski to już prawie 200 proc. PKB

Ukryte zadłużenie Polski, nieujmowane w oficjalnych statystykach resortu finansów, wynosi obecnie ok. 193 proc. PKB, czyli ponad 3 bln zł – wynika z wyliczeń przeprowadzonych przez fundację Forum Obywatelskiego Rozwoju. W przeliczeniu na jednego mieszkańca niejawny dług to aktualnie już przeszło 83 tys. zł.

W swoich szacunkach fundacja FOR oparła się na unijnej metodologii ESA 2010, przyjętej przez Parlament Europejski w lipcu 2013 r. (państwa członkowskie będą musiały obowiązkowo stosować ją od 2017 r.).

W tej metodologii brane pod uwagę są również przyszłe zobowiązania rentowo-emerytalne. Z zaprezentowanych przez FOR wyliczeń wynika, że tak ujęty ukryty dług Polski wynosi ok. 3 086 mld zł. W obliczeniach uwzględniono m.in. zobowiązania ZUS, KRUS oraz systemu przeznaczonego dla służb mundurowych. Dla porównania, dług jawny to „tylko” nieco ponad 900 mld zł.

– Podobne szacunki ukazały się w publikacji MFW w r. 1998 w odniesieniu do Niemiec, Francji, Włoch, Japonii i Stanów Zjednoczonych w roku 1996. Te szacunki pokazywały duże zróżnicowanie wielkości zobowiązań między krajami, od 109 proc. PKB dla USA, 166 proc. dla Japonii, 221 proc. dla Niemiec, 260 proc. dla Francji i 360 proc. dla Włoch – mówi główny ekonomista BCC, prof. Stanisław Gomułka.

Jak wskazują eksperci fundacji założonej przez prof. Leszka Balcerowicza, polska gospodarka zagrożona jest trwałym spowolnieniem. Przez minimum 20 następnych lat liczba osób w wieku produkcyjnym będzie spadać, spowalnia też tempo wzrostu produktywności, a stopa inwestycji w Polsce zaliczana jest od dawna do najniższych w Europie Środkowo-Wschodniej. Według FOR, sytuacja wymaga poważnych reform strukturalnych.

– Zobowiązania teraz odnotowywane na kontach i subkontach w ZUS-ie dotyczą niemal wyłącznie osób jeszcze pracujących. Te zobowiązania jeszcze narastają. Z czasem obejmą także osoby po przejściu na emeryturę. W najbliższych 20-30 latach oczekiwać zatem należy znacznego wzrostu zobowiązań na kontach i subkontach w relacji do PKB, może nawet do szacowanego za rok 1996 poziomu około 300 proc. PKB – dodaje prof. Gomułka.

 

1.10.2013

Sklepy przekażą żywność na cele charytatywne bez VAT

Zgodnie z nowymi przepisami ustawy o podatku od towarów i usług, sklep przekazujący nieodpłatnie organizacji pożytku publicznego żywność od 1 października br. może to zrobić bez naliczania VAT.

Jak poinformował resort finansów, dotychczas z VAT zwolnione były tylko dostawy produktów spożywczych dokonywane przez producentów na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP) z przeznaczeniem na cele działalności charytatywnej prowadzonej przez te organizacje.

Nowe rozwiązania umożliwiają objęcie zwolnieniem również innych podatników VAT przekazujących żywność tym organizacjom na cele charytatywne. Warunkiem tego jest posiadanie przez dokonującego dostawy towarów dokumentacji potwierdzającej dokonanie dostawy na rzecz OPP, z przeznaczeniem wyłącznie na cele działalności charytatywnej prowadzonej przez tę organizację - czytamy w komunikacie na stronie MF.

Zwiększenie zakresu zwolnień od podatku VAT w odniesieniu do dostaw produktów spożywczych, które są przekazywane na rzecz OPP, wynika z nowelizacji art. 43 ust. 1 pkt 16 ustawy z 26 lipca 2013 r. o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. poz. 1027).

 

Przedsiębiorca odpowie za długi podatkowe kontrahenta

Od 1 października b.r. przedsiębiorcy mogą narazić się na odpowiedzialność za podatek swoich kontrahentów, a dokładnie - za niezapłacony VAT. Dotyczy to wyłącznie transakcji zawieranych pomiędzy przedsiębiorcami w obrocie tzw. towarami wrażliwymi, do których ustawa zalicza paliwa, złoto oraz niektóre wyroby stalowe.

Odpowiedzialność solidarna w omawianym przypadku oznacza, że fiskus może domagać się zapłacenia całej należności podatkowej lub jej części zarówno od sprzedawcy, jak też i nabywcy łącznie lub osobno. Jeżeli podatek zostanie uregulowany przez jedną ze stron, np. nabywcę, wtedy druga strona, czyli sprzedawca, jest z niego zwolniona, gdyż zobowiązanie wygasa. Odpowiedzialność ta ma dotyczyć tej części podatku, która proporcjonalnie przypada na dostawę dokonaną na rzecz tego przedsiębiorcy.

Lista towarów, przy których może powstać odpowiedzialność solidarna jest zawarta w załączniku nr 13 do ustawy o podatku od towarów i usług. Znajdują się w niej wyroby stalowe (np. siatki i ogrodzenia z drutu z żeliwa), paliwa i to zarówno do napędu pojazdów, jak też oleje opałowe, a także grupa pozostałych towarów, jak np. złoto nieobrobione plastycznie.

Uważaj na niższe ceny

Odpowiedzialność nabywcy wystąpi po łącznym wystąpieniu dwóch okoliczności. Po pierwsze, jeżeli wartość nabytych towarów wymienionych w załączniku nr 13 (bez kwoty podatku), od jednego podmiotu dokonującego dostawy, przekroczy w danym miesiącu 50 tys. zł. Po drugie, taka odpowiedzialność ma wystąpić wtedy, gdy w momencie dostawy towarów nabywca wiedział lub miał uzasadnione podstawy do tego, aby przypuszczać, że cały podatek przypadający na dostawę tych towarów lub jej części nie został lub nie zostanie wpłacony. Za uzasadnione podstawy ustawa uznaje okoliczności towarzyszące dostawie lub warunki, na jakich została ona dokonana, jeśli odbiegały one od okoliczności lub warunków zwykle występujących w obrocie tymi towarami - w szczególności gdy cena za dostarczane towary była bez uzasadnienia ekonomicznego niższa od wartości rynkowej.

Tankować na stacji można bezpiecznie

Chociaż jednym z towarów tzw. wrażliwych objętych wprowadzanymi regulacjami jest paliwo, to na szczęście w ustawie znalazło się wyłączenie rozwiewające wątpliwości, czy do odpowiedzialności solidarnej będzie mógł być pociągnięty przedsiębiorca tankujący firmowy pojazd na stacji benzynowej. Ustawa wprost wskazuje, że regulacji dotyczących odpowiedzialności solidarnej nie stosuje się do podatników nabywających paliwa na stacjach paliw lub gazu płynnego do standardowych zbiorników używanych przez nich pojazdów. Odpowiedzialność solidarna nie grozi także w sytuacji, gdy dostawy dokonuje podatnik dostarczający gaz przewodowy za pośrednictwem własnych sieci przesyłowych lub dystrybucyjnych.

Opóźnienie w zapłacie podatku to nie problem nabywcy

Innym bardzo ważnym wyłączeniem odpowiedzialności nabywcy jest sytuacja, w której podatek faktycznie nie został zapłacony przez sprzedawcę w terminie, jednak powstanie zaległości nie wiązało się z uczestnictwem podmiotu dokonującego dostawy w nierzetelnym rozliczaniu podatku w celu odniesienia korzyści majątkowej. Jest to o tyle dobre wyłączenie, że gwarantuje bezpieczeństwo w sytuacji, gdy kontrahent złożył deklarację podatkową, w której dokonał rzetelnego rozliczenia, jednak nie wywiązał się w terminie z samej płatności. Pozostaje jednak zagrożenie związane z interpretacją "nierzetelności rozliczenia". Jeżeli kontrola podatkowa wykaże niewłaściwość rozliczenia polegającą np. na niezgodnym z prawem odliczeniu VAT-u od jednego drobnego produktu, który zostanie zakwestionowany, będzie to już traktowane jako nierzetelne rozliczenie, które nie pozwoli na skorzystanie z tego wyłączenia?

Kaucja wyłączy odpowiedzialność

Ustawa przewiduje wyłączenie odpowiedzialności solidarnej nabywcy także wtedy, gdy na dzień dostawy podmiot dokonujący dostawy był wymieniony w wykazie podmiotów, które złożyły kaucję gwarancyjną (prowadzonym przez Ministra Finansów). Wysokość kaucji gwarancyjnej powinna odpowiadać co najmniej jednej piątej kwoty podatku należnego przypadającego na dostawy towarów dokonane w danym miesiącu na rzecz danego podatnika lub powinna wynosić 3 mln zł.

Katarzyna Rola-Stężycka, Tax Care

 

Problemy polskich przedsiębiorców ze zwrotem VAT

W krajach Europy Zachodniej na zwrot VAT czeka się od kilku do kilkunastu dni. Polscy przedsiębiorcy czekają na pieniądze kilkukrotnie dłużej. Zmian wymagają jednak nie tylko termin, lecz także uciążliwe procedury kontroli.

Jak wyjaśnia Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy i partner w kancelarii KNDP, zdarza się, że nasze urzędy zwracają podatek w ciągu 25 dni, ale dotyczy to wyłącznie sytuacji, gdy kwoty podatku naliczonego wykazane w deklaracji wynikają z zapłaconych w całości faktur i dokumentów celnych. Zwraca też uwagę, że wystąpienie o przyspieszony zwrot VAT zazwyczaj wiąże się z kontrolą organów podatkowych. Jest to więc uciążliwe dla przedsiębiorców. Podstawowy termin wynosi aż 60 dni i trudno oczekiwać, że urząd odda podatek przed tym czasem. Dlatego podatnicy przywitaliby z ogromną radością skrócenie go do 30 dni.

– Jest to jednak decyzja o charakterze bardziej politycznym niż merytorycznym. Jest też ona uwarunkowana obecną sytuacją budżetu – ocenia ekspert. Skrócenie terminu zwrotu VAT spowodowałoby w krótkiej perspektywie niedobory budżetowe. Gdyż w obecnej sytuacji to przedsiębiorcy kredytują budżet państwa. W innych krajach UE zwrot można uzyskać znacznie szybciej. Przykładowo w Estonii trzeba czekać zaledwie 5 dni, w Irlandii – 10 dni, w Finlandii – 14, a w Austrii – 28.

Samo skrócenie terminu na zwrot VAT nie jest jednak wystarczające. – Bo dziś organy podatkowe mogą praktycznie dowolnie przedłużać termin zwrotu – ocenia Andrzej Nikończyk. Dodaje, że całkiem niedawno Naczelny Sąd Administracyjny uznał, że sądy mogą badać, czy organy podatkowe zasadnie przedłużyły termin zwrotu VAT. Należałoby zatem wprowadzić zasadę, że przedłużenie terminu na zwrot VAT może dotyczyć wyłącznie części kwot, co do których organ ma wątpliwości.

Obecnie, gdy fiskus ma wątpliwości co do faktury, w której VAT stanowi zaledwie kilka złotych, może wstrzymać wypłatę dla całej kwoty, czyli nawet kilku milionów złotych. I to na okres kilku miesięcy

– To sytuacja, której nie można akceptować. Tym bardziej że przedłużenie nie wynika z działań podatników, tylko niestety z terminów załatwiania spraw przez organy – stwierdza ekspert KNDP. W efekcie z budżetu państwa wypłacana jest opłata prolongacyjna lub odsetki, podczas gdy pieniądze te mogłyby zostać efektywniej wykorzystane. Z kolei podatnicy występujący o zwrot VAT muszą poszukiwać zewnętrznego finansowania swojej działalności (brać kredyty lub pożyczki) lub nawet ją zawieszać.

 

 

 

© 2012 msp-24