czwartek, 14 grudnia
facebook
google

Przedsiębiorcy na przegranej pozycji

Autor: Wojciech Serafiński, doradca podatkowy

 

Nie mam cienia wątpliwości, że stanowienie złego prawa podatkowego stało się w Polsce świadomym, celowym i dochodowym działaniem kolejnych rządów. Prowadzenie biznesu w Polsce jest z roku na rok coraz trudniejsze, wbrew publikowanym opiniom, które są zupełnie oderwane od rzeczywistości. Nie tylko za sprawą wyjątkowo złego prawa, ale przede wszystkim złej woli i błędów urzędników skarbowych oraz coraz powszechniejszego przymykania oczu na nie przez sądy administracyjne.

Mamy dziś do czynienia z prawdziwą plagą niespotykanej agresji ze strony fiskusa w stosunku do przedsiębiorców, połączonej z wyjątkową niekompetencją i złą wolą, mającej jeden cel – określenie zobowiązania podatkowego za wszelką cenę nawet, gdy jest ono prawnie nieuzasadnione. Żyjemy w obłudnej rzeczywistości, w której rząd z parlamentem pod hasłami upraszczania prawa podatkowego i gospodarczego coraz bardziej utrudnia przedsiębiorcom życie – coraz gorszymi i bardziej skomplikowanymi przepisami, przerzucając oczywiście w całości na nich skutki ich wykładni. Przecież na błędnej wykładni skomplikowanego prawa państwo również zarabia – często na nienależnych podatkach, a potem grzywnach wymierzanych w postępowaniach karnych. Z tak ogromną skalą bezmyślności i świadomego szkodzenia polskiej przedsiębiorczości nie spotkałem się dotąd w swojej blisko 23-letniej praktyce. Mamy do czynienia ze swoistym paradoksem – fiskus systematycznie podcina gałąź, na której siedzi, chyba nie do końca rozumiejąc, że każda zniszczona firma to nieodwracalna strata dla państwa (nie tylko dla budżetu).

Wciąż złe prawo

Osobiście nie mam cienia wątpliwości, że stanowienie złego prawa podatkowego stało się w Polsce świadomym, celowym i dochodowym działaniem kolejnych rządów. To zawsze dodatkowe źródło dochodów państwa: z kar, których przedsiębiorcom nie szczędzi polski fiskus, z interpretacji indywidualnych, za które pobiera się przecież opłaty (żyła złota – państwo stanowi złe prawo, by potem zarabiać na wydawanych interpretacjach), wreszcie z nienależnych coraz częściej państwu podatków (przepisy nawet sądy interpretują na niekorzyść podatników, lekceważąc fakt, że ich zadaniem jest kontrola nie podatników, lecz administracji publicznej).

Nie najlepiej to świadczy o polskim parlamencie, który sankcjonując złą legislację, przyznaje, że cel uświęca środki, byleby tylko zatkać permanentną przecież w Polsce budżetową dziurę.

Znakomitym przykładem legislacyjnej bezmyślności, wręcz absurdu, jest nowelizacja ustawy PIT, wprowadzona od 1 stycznia br. w zakresie korekty kosztów uzyskania przychodów. Uzasadnienie projektu ustawy głosiło, że zmiany mają ułatwić przedsiębiorcom prowadzenie działalności. Skutek jak zwykle jest odwrotny – jeszcze bardziej skomplikowano prowadzenie księgowości i życie przedsiębiorców. To tylko pierwszy z brzegu przykład, a już czeka w parlamencie kolejny legislacyjny bubel podatkowy – nowelizacja ustawy VAT. Na temat psucia prawa i skrajnej już niekompetencji legislacyjnej rządu i parlamentu można by napisać kilkutomową rozprawę. Tylko po co?  Skoro organy państwa polskiego już dawno przestały reagować na jakąkolwiek publiczną krytykę, zupełnie nie licząc się z opiniami przedstawicieli nauki i praktyki, judykatury, a co gorsza, z suwerenem, jakim jest naród.

Fiskalne nadużycia

Tajemnicą poliszynela jest, że dla fiskusa każdy podatnik w Polsce jest potencjalnym oszustem czy przestępcą. Zwłaszcza gdy jest przedsiębiorcą. Wyposażono zatem fiskusa w uprawnienia, które posiadają przede wszystkim organy państwa totalitarnego, które miało utracić swój byt wraz z 1989 rokiem. Tak się jednak nie stało, gdyż kolejne rządy tylko udoskonalały metody inwigilacji obywateli, przejmując nad nimi coraz większą kontrolę. Organy administracji publicznej gromadzą na temat obywateli coraz więcej informacji, podsłuchują ich, bez zgody sądu zaglądają na ich rachunki bankowe, od notariuszy otrzymują całe stosy informacji o obrocie majątkowym i gospodarczym itd. – mają nieograniczoną władzę nad obywatelami. Ile wspólnego ma takie państwo z demokratycznym państwem prawa urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej (art. 2 Konstytucji RP)?

Fiskus co chwilę zaskakuje coraz to nowymi metodami pracy, a zwłaszcza swoistym rozumieniem prawa podatkowego, w myśl zasady: fiskus ma zawsze rację. Przedsiębiorcy w Polsce są obecnie na z góry przegranej pozycji, tylko nieliczne sądy stają w ich obronie. Inne instytucje państwowe nie są zainteresowane obroną przedsiębiorców, a wręcz przeciwnie, czego dowodzą polskie prawo podatkowe i gospodarcze oraz uprawnienia fiskusa.

Władze państwa nie rozumieją albo udają, że nie rozumieją, że o bogactwie państwa decydują wyłącznie bogaci podatnicy, a nie bogaci politycy i urzędnicy. Ci ostatni w postępowaniach podatkowych przechodzą samych siebie. Świadomie idą w zaparte, permanentnie naruszając prawo i prawa podatników, wiedząc, że sądy i tak zbagatelizują te fakty, tłumacząc, że naruszenie prawa nie miało wypływu na wynik sprawy. Brak odpowiedzialności za szkodę wyrządzaną obywatelom czy za marnotrawienie publicznych środków na postępowania, które nigdy nie powinny być wszczęte, jest zachętą do kolejnego lekceważenia prawa. To także przejaw państwowej hipokryzji – troski o budżet. Państwo, w którym urzędnicy mogą bezkarnie permanentnie naruszać prawo, gdy podatnika karze się za byle przewinienie, niewiele ma wspólnego z państwem prawa.

Wyrafinowane metody

Urzędnicy skarbowi nie tylko permanentnie łamią prawo, ale coraz częściej nie potrafią nawet napisać prawidłowego wezwania czy pisma procesowego. Wzywają na przesłuchania podatnika, grożąc mu karą pieniężną w przypadku niestawienia się, co jest kuriozalne i zarazem kompromitujące.

Nową, stosowaną od niedawna, wyrafinowaną metodą fiskusa jest masowe włączanie do akt postępowania konkretnego podatnika dokumentów z innych postępowań. Masowo z metody tej korzystają UKS, zapominając, że zgromadzony materiał dowodowy musi pochodzić z postępowania podatnika, a nie z innych postępowań. Sądy administracyjne zamiast ganić organy za te haniebne metody, przyzwalają na nie, wskazując, że ordynacja podatkowa realizuje koncepcję otwartego postępowania dowodowego. I owszem, jeśli dowody przeprowadzone są w postępowaniu konkretnego podatnika, ale nie w innych postępowaniach (tak było zawsze).

Prawo podatkowe jest najbardziej zbliżone do prawa karnego. Nie pamiętam przypadku, by sąd karny opierał swą decyzję na materiale dowodowym zgromadzonym w innych postępowaniach! Jeszcze kilka lat temu żaden organ nie odważyłby się robić tego, co robi dziś! Ale skoro sądy dają zielone światło i nikt ich nie kontroluje, to hulaj dusza... Sądy zapominają jednak, że prawo podatkowe ma własne zasady i jedną z nich jest zasada czynnego udziału podatnika w postępowaniu. Jak podatnik może skorzystać z niej, skoro organ jednostronną decyzją włącza do akt np. protokół z przesłuchania, w którym podatnik nie uczestniczył, w którym nie mógł zadawać pytań, nie mógł się wypowiedzieć etc? Sądy swą nieodpowiedzialnością niweczą możliwość jakiejkolwiek obrony przez podatników; obrona staje się iluzoryczna.

Inną naganną metodą fiskusa jest wykorzystywanie w sprawie podatkowej wyroków sądów karnych wydanych wobec innych podatników. Organy podatkowe coraz częściej przeprowadzają błyskawiczne postępowanie karne wobec jakiegoś podatnika, by następnie wyrok wykorzystać przeciwko innym podatnikom, bez przeprowadzania postępowania dowodowego. To kuriozum, gdyż przepisy dotyczące postępowania podatkowego stają się zupełnie zbędne.

Wreszcie prawdziwą plagą  jest zawieszanie terminu biegu przedawnienia zobowiązań podatkowych tuż przed samym przedawnieniem bez spełnienia przesłanek zawieszenia. Przepis będący podstawą tych działań TK uznał za niekonstytucyjny. Mimo zmiany przepisu fiskus nadal łamie prawo – wszczyna postępowanie w sprawach, w których podatnicy nie mają niewykonanego zobowiązania podatkowego. Nikt tak naprawdę nie kontroluje polskiego fiskusa, dlatego ten stał się państwem w państwie, wzbudzając powszechną dezaprobatę.

Nikt nie neguje konieczności ściągania podatków. Jeśli jednak fiskus nie zmieni swych metod i nie zacznie respektować praw podatników, niebawem nie będzie komu w Polsce płacić podatków. Exodus polskich obywateli i firm trwa. Jak dotąd nikt nie wyciąga z tego faktu żadnych racjonalnych wniosków.



Autor prowadzi Kancelarię Doradztwa Podatkowego Wojciech Serafiński.

(Źródło: „Rzeczpospolita” nr 70 [9797], 25 marca 2014 r.)

 

© 2012 msp-24